Jakub Wątor

Napisz do autora:
jakub.wator@agora.pl

RSS


RSS
piątek, 31 stycznia 2014

FunInDesign to nietypowy przykład drogi biznesowej - rozkręcili się w internecie, więc postanowili wyjść z niego i otworzyć w Warszawie sklep. Teraz w sieci zarobki mają o 40 proc. niższe...

FunInDesign
Ale rekompensuje im to lokal przy Zgody 3. - Do sklepu przeniosło się ok. 60 proc. naszych wszystkich klientów. Warszawiacy, którzy kupowali w sieci, teraz odwiedzają nas w realu - mówi Paweł Kocon zajmujący się PR-em w FunInDesign.
Wydawałoby się, że ich model biznesowy jest niemożliwy do przeniesienia w świat realny. Ideą sklepu było zachęcenie klientek do samodzielnego projektowania butów. Sklep daje tylko model obuwia - sztyblety, czółenka czy trampki - a o tym, jak będzie on wyglądał, jakie będzie miał wzory czy kolor decyduje klient. Wszystko za pomocą aplikacji na stronie internetowej. Pomysł zyskał wielu sympatyków. Od jesieni 2012 roku, gdy rozpoczął działalność, do jesieni 2013 sprzedaż wzrosła trzykrotnie. Ale to dla założycieli FunInDesign było za mało. Choć biznes zaczęli jesienią 2012 roku od wygranej w Startup Fest, najważniejszej imprezie polskiej sceny internetowej, postanowili spróbować w świecie realnym.
Polak kupuje offline
Nie zrezygnowali zupełnie ze sklepu internetowego - teraz prowadzą dwa na raz. - I okazało się, że problemów jest mniej. Ci, którzy przychodzą do sklepu fizycznego mogą dotknąć, przymierzyć buta, zobaczyć go, a gdy już kupią, to odebrać osobiście - mówi Kocon. Warszawski sklep działa podobnie jak internetowy - klienci przymierzają uniwersalne modele butów, a gdy już na któryś się zdecydują, projektują na tablecie - nadal będąc w sklepie lub później w internecie - swoje wzory, kolory i cały wygląd buta.
Dzięki temu, że każda para butów jest robiona na indywidualne zamówienie, na półkach nie zalegają te, które się nie sprzedały. Cały lokal ma nieco ponad 20 m2 i jakieś 100 par butów.
- Polacy nadal podejmują decyzje zakupowe głównie w świecie realnym. Sklep ściągnął do siebie wszystkich warszawskich klientów ze strony internetowej, a nasz butik już po trzech miesiącach osiągnął rentowność. Po drugie trafiają do nas także nowi klienci, którzy na naszej stronie internetowej nigdy nie byli - chwali się Paweł Kocon. Dodaje też, że w sklepie często pojawiają się przypadkowi turyści. Ba - pierwszą parę butów w działającym od 26 września lokalu kupili Kanadyjczycy.
Objazdowy sklep z butami
Skuteczne wejście do świata rzeczywistego poskutkowało kolejnymi pomysłami. FunInDesign ma w planach stworzenie sklepu mobilnego. - Takiej objazdowej wysepki handlowej, którą możemy postawić latem na plaży czy gdzieś na festiwalu i sprzedawać tam buty. Są przecież samochody z hamburgerami, czemu nie może być z butami? - zastanawia się Kocon.
Ma też pomysł, by otwierać kolejne sklepy w Polsce: - Szukamy ludzi na franczyzę, a naszym marzeniem jest otworzenie lokalu w Londynie.
Zanim jednak usiądzie za kółko lub trafi na Wyspy, wprowadzi jeszcze jedną nowość w FunInDesign - wiosną sklep wprowadzi aplikację do projektowania butów w technice 3D.

Tagi: pozytywy
16:35, eprzekret
Link Komentarze (2) »
środa, 29 stycznia 2014

Kolejny internetowy serwis balansuje na granicy prawa, byle tylko wyciągnąć od wystraszonych internautów pieniądze. Tym razem chodzi o TanieZakupy.pl, w których rejestracja kosztuje 149 zł.


!! NA KOŃCU TEKSTU JEST TL;DR !!

Złapał się na to pan Władysław z Gliwic. – Przypadkowo znalazłem w internecie ofertę tanich zakupów. Zarejestrowałem się, ale niestety nie przeczytałem regulaminu – opowiada mężczyzna.

A w regulaminie – oczywiście długim, zawiłym, napisanym trudnym, prawniczym językiem – po przewertowaniu dziesiątek punktów, w końcu można trafić na informację: rejestracja jest równoznaczna z podpisaniem 12-miesięcznej umowy, za którą jednorazowa opłata wynosi 149 zł, w tym VAT. Kwota napisana jest w regulaminie słownie, a VAT nazwany jest podatkiem od towarów i usług po to, by trudniej było je internaucie wyłapać.

Za co te pieniądze? Sklep twierdzi, że za możliwość przeglądania ofert na stronie. Ale żadnych ofert nie ma – są tylko linki do innych sklepów internetowych. Wygląda to tak:


Kliknij w zdjęcie, aby zobaczyć powiększenie

Są też rady zakupowe – na co zwracać uwagę, jakie promocje są najciekawsze oraz między innymi jakie prawa mają konsumenci w internecie (sic!). Oferty, zwłaszcza z 80-proc. zniżką, nie ma ani jednej.

Pan Władysław przyznaje, że dał się złapać na cwany haczyk, popełnił błąd, więc zapłaci. Ale w mailu dostał fakturę proforma – tylko z nazwą firmy (Digital Premium Limited, siedziba – niespodzianka – w Zjednoczonych Emiratów Arabskich) oraz polskim numerem konta bankowego. – Poprosiłem ich o wystawienie faktury oryginału i napisałem, że jeżeli wystawią fakturę zgodną z polskim prawem, to zapłacę. To w końcu moja wina, że nie przeczytałem regulaminu – mówi pan Władysław. W odpowiedzi zamiast prawidłowej faktury, dostał przedsądowe wezwanie do zapłaty.

- Gdybym miał tę fakturę proformę zapłacić, to ona nie ma nawet NIP-u, ani podpisu osoby, która ją wystawiła – pan Władysław dobrze wie, jak powinna wyglądać poprawna faktura, bo sam prowadzi firmę.

Potem było jeszcze kilka kolejnych maili z wezwaniami do zapłaty oraz przedłużonym „ostatecznym” terminem zapłaty. Nie zabrakło także straszenia sądem, komornikiem, opłatami za postępowanie i wpisaniem do Krajowego Rejestru Długów. – Otrzymałem też deklarację, że po otrzymaniu zapłaty 149 zł prześlą drogą elektroniczną oryginał tej faktury – opowiadał Władysław.

Jak się przed tym chronić?

Jeśli podpiszemy taką umowę (czyli w tym przypadku zarejestrujemy się na stronie), zawsze mamy 10 dni na odstąpienie umowy bez podawania przyczyny.

Jeśli spóźnimy się z tym terminem, warto po prostu zgłosić sprawę na policji. Obietnica aż 80-proc. promocji, którymi mamią TanieZakupy.pl jest fałszywa. To wprowadzanie klientów w błąd, a zgodnie z polskim prawem umowa podpisana pod wpływem błędu jest nieważna.

Tak ma zamiar zrobić pan Władysław. Nie chce płacić podejrzanej stronie, a zamiast tego wybiera się na policję.

A co ze sprawami w sądzie? Do tej pory nikt nie odnotował, by którakolwiek z tego typu stron pozwała internautę za to, że nie zapłacił.

tl;dr
Strona TanieZakupy.pl obiecuje nawet 80-proc. zniżki na różnego rodzaju towary, ale zamiast tego po rejestracji internauta dostaje jedynie listę linków do innych sklepów internetowych oraz spis porad dla osób kupujących w sieci (sic!). Rejestracja kosztuje 149 zł. Gdy internauta nie płaci, strona zaczyna straszyć sądami, komornikami etc.

Tagi: Przekręty
13:55, eprzekret
Link Dodaj komentarz »
piątek, 24 stycznia 2014

E-sklepy 3czekolady.pl, 3pierniki.pl i 3cukierki.pl sprawiły, że znów wielu internautów wpadło w kłopoty przez wprowadzenie w błąd. Teraz muszą albo iść na policję, albo co miesiąc płacić horrendalny abonament. O to, jakie internauta ma prawa w podobnych sytuacjach, mówi adwokat Anna Ostrowska Tomańska z kancelarii prawniczej Deloitte Legal.

!Na końcu tekstu jest tl;dr!

Wymienione wyżej trzy sklepy mamiły internautów ofertą otrzymania darmowego kosza ze słodyczami wartymi 250 zł. Wystarczyło się zarejestrować na stronie internetowej. Gdy ktoś to zrobił, okazywało się, że tak naprawdę podpisał bezterminową umowę na comiesięczne opłacanie abonamentu w wysokości 149 zł! Tylko za to, że ma możliwość przeglądania oferty sklepu.
Zdezorientowani internauci szukają pomocy w Urzędzie Ochrony Konkurencji i Konsumentów oraz w Europejskim Centrum Konsumenckim. Te już zajęły się sprawą. UOKiK do końca stycznia planuje przetłumaczyć wszystkie dokumenty związane ze sklepami i przekazać je swojemu cypryjskiemu odpowiednikowi (tam siedzibę ma właściciel sklepów).
Zapytaliśmy adwokat Annę Ostrowską Tomańską z kancelarii prawniczej Deloitte Legal, jakie internauci mają w takich sytuacjach prawa. Uwaga – pani mecenas zaznacza, że odpowiada na teoretycznie postawione pytania, a nie ocenia działania sklepów 3czekolady.pl, 3pierniki.pl i 3cukierki.pl.
Rozmowa z mecenas Anną Ostrowską Tomańską

Mecenas Anna Ostrowska Tomańska (źródło:deloittelegal.pl)
Jakub Wątor: Konsument odstąpił od umowy w ciągu 10 dni, a mimo to sklep dalej żąda od niego opłat. Czy słusznie?
Mecenas Anna Ostrowska Tomańska: - W przypadku, gdy konsument skutecznie odstąpi od umowy zawartej na odległość, umowa taka uważana jest za niezawartą, a konsument jest zwolniony z wszelkich zobowiązań.
A ci, którzy nie zdążyli w ciągu 10 dni są już na straconej pozycji?
- Prawo do odstąpienia od umowy zasadniczo przysługuje jedynie przez okres 10 dni. Wskazać jednak należy, że przedsiębiorca najpóźniej w chwili złożenia konsumentowi propozycji zawarcia umowy na odległość, ma obowiązek poinformować go o prawie do odstąpienia od umowy, a następnie potwierdzić tę informację na piśmie najpóźniej w momencie rozpoczęcia spełnienia świadczenia.
A co, jeśli tego nie zrobił?
- Wtedy termin na odstąpienie od umowy wydłuża się do trzech miesięcy. Gdy przedsiębiorca po rozpoczęciu biegu ww. trzymiesięcznego terminu przekaże konsumentowi pisemną informację o prawie do odstąpienia od umowy, termin na złożenie przez konsumenta oświadczenia o rozwiązaniu umowy wynosi dziesięć dni od dnia otrzymania przez konsumenta takiej informacji.
Są przypadki, że przedsiębiorca mami klienta jakąś superpromocją, a potem okazuje się, że nie ma żadnej promocji, jest za to żądanie zapłaty. Czy to nie jest zwykłe oszustwo?
- Posługiwanie się przez przedsiębiorcę reklamą zawierającą wprowadzające w błąd informacje, może być uznane zarówno za czyn nieuczciwej konkurencji, nieuczciwą praktykę rynkową, jak i za praktykę naruszającą zbiorowe interesy konsumentów.
Czyli sprawa jest wygrana?
- Takie zachowanie przedsiębiorcy jest przez ustawodawcę odpowiednio sankcjonowane, co nie oznacza jednak, że przedsiębiorca dopuszczający się takiego czynu, jest automatycznie pozbawiony możliwości obrony swych praw, czy też dochodzenia własnych roszczeń, w szczególności, jeśli jest w stanie wykazać, że reklama nie nosiła znamion wprowadzającej w błąd.
Czy sytuację zmienia fakt, że przedsiębiorca cenę za towar podaje lub zmienia już po podpisaniu umowy?
- Przedsiębiorca zawierający z konsumentem umowę na odległość, poza obowiązkiem informowania o możliwości odstąpienia od umowy, musi również m.in. poinformować o cenie towaru lub usługi. Podanie ceny dopiero po zawarciu umowy należałoby uznać za niedopuszczalne.
A co, jeśli powołuje się na współpracę z innymi firmami, choć te firmy nic o tym nie wiedzą? Czy kłamliwy regulamin nie sprawia, że umowa powinna tracić swą moc prawną?
- Powoływanie się w regulaminie na współpracę z innym przedsiębiorcą, czy też wykorzystywanie jego renomy bez jego wiedzy i zgody, mogłoby być zakwalifikowane nie tylko jako działanie wprowadzające w błąd, ale również mogłoby się wiązać z odpowiedzialnością przedsiębiorcy wobec tego, kogo nazwą się posłużył.

tl;dr
Jeśli kupiłeś coś przez internet, masz 10 dni na zwrot towaru bez podania przyczyny. Jeśli sprzedawca przy zakupie nie poinformował Cię o tym, termin ten wydłuża się do trzech miesięcy. Sklep nie może nie podać ceny w momencie zakupu lub zmienić ją później. Jeśli sklep powołuje się na współpracę z inną firmą i jest to kłamstwo, umowa jest nieważna.

zdjęcie: http://www.deloittelegal.pl/pl/content/lawyers/anna-ostrowska-tomanska

Tagi: porady
14:31, eprzekret
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 23 stycznia 2014

Płacić, nie płacić? Sądzić się? Zasypywać mailami? Na pułapkę sklepów 3czekolady.pl, 3pierniki.pl i 3cukierki.pl wpadło tysiące osób. Poniżej wszystko, co powinniście wiedzieć o tym przekręcie.

!Komu nie chce się czytać, zapraszam do tl;dr na końcu tekstu!

Na początek nieco wprowadzenia: 16 grudnia w sieci pojawiły się trzy sklepy, wszystkie identyczne: 3czekolady.pl, 3cukierki.pl i 3pierniki.pl. Obecnie działają jeszcze te dwa pierwsze.

Internautom sklepy wpadły w oko, bo za darmo oferowały kosz pełen słodyczy wartych 250 złotych. I do tego całkowicie bezpłatnie, wystarczy się zarejestrować i udostępnić link do strony na swoim Facebooku! Zwłaszcza, że w regulaminie nie było żadnych kruczków. Było za to powołanie się na współpracę z Allegro i ich Programem Ochrony Kupujących. Czemu nie ufać firmie, która ma deal z Allegro? Rozradowani internauci nie czekali długo i skorzystali z oferty. Dokładnie – kilka tysięcy internautów skorzystało.

Radość jednak szybko przegrała z szokiem, bo okazało się, że żadnego kosza nie ma, a w mailu potwierdzającym rejestrację jest za to umowa pomiędzy internautą a sklepem. Jest też nowy regulamin, który oznajmia: rejestracja, czyli podpisanie umowy zobowiązuje do comiesięcznej opłaty abonamentowej w wysokości 149 zł. Umowa jest na czas nieokreślony.
„Początkowo informacja o cenie w ogóle nie znajdowała się też w regulaminie, dopiero na późniejszym etapie została dodana przez przedsiębiorcę, co więcej, umieszczono ją na samym końcu skomplikowanego dokumentu i została napisana słownie, co potęguje trudność dostrzeżenia kwoty – inne liczby znajdujące się w dokumencie są wyrażone cyframi” – pisze w swej ekspertyzie polski oddział Europejskiego Centrum Konsumenckiego. W połowie stycznia sklep podniósł jeszcze opłatę abonamentową – do 201 zł.
Klasyka gatunku: siedziba na Cyprze
Zestresowani internauci zaczęli szukać informacji o sklepie. Na stronie podane były dwa adresy. Pierwszy, jak nietrudno zgadnąć, wskazywał na... słoneczny Cypr. Polska siedziba z kolei miała się mieścić przy placu Powstańców Warszawy 2 w stolicy.
Jedną z osób, które nacięły się na reklamowany w serwisie zafree.com.pl sklep 3czekolady.pl była Ania z Zakopanego. - Spokojny wieczór, relaks i informacja o super promocji, która jest limitowana i trzeba się spieszyć. Wiele razy korzystałam z ofert zafree.com.pl, dlatego byłam spokojna. Do tego mnóstwo zachęcających komentarzy osób, które zamówiły słodycze na : babcię, dziadka, brata, chłopaka i siebie. Też się zarejestrowałam – wspomina. Gdy internauci zaczęli się orientować, że zostali wpuszczeni w maliny, zafree.com.pl usunęło ofertę i zaczęło kasować negatywne komentarze.
Ściema nr 1 - odstąpienie od umowy nic nie dało
Ci, którzy szybko zorientowali się, że to wszystko jest ściemą, od razu zaczęli słać odstąpienia od umowy. Prawo daje konsumentowi na to 10 dni. Nie trzeba podawać przyczyny, wystarczy wysłać pismo. – Wysłałam im pełno anulowań, odstąpień. W tym szale słałam wszystko, co się pojawiało wśród poszkodowanych na facebookowej grupie. Pisałam im, że zostałam wprowadzona w błąd, że mnie oszukali, że zgłoszę ich do odpowiednich służb. Oczywiście bez jakiejkolwiek odpowiedzi zwrotnej. Wysłałam też list na Cypr i stałam się spokojniejsza – opowiada Ania.
Spokój trwał aż do otrzymania pierwszej faktury, na dodatek napisanej po angielsku. Sklep nie zraził się bowiem tym, że internauci odstępują od umów. To niezgodne z prawem. Osoba zamawiająca towar lub usługę na odległość, ma 10 dni na odstąpienie od umowy i jest to jej święte prawo.
Ściema nr 2 – fikcyjne długi
Gdy internauci mimo to nie zamierzali płacić, zaczął słać ostrzeżenia o ryzyku wpisania na listę dłużników. Gdy i to nic nie dało, internauci ujrzeli w końcu maile informujące o tym, że słowo stało się ciałem:

Kliknij w zdjęcie, aby zobaczyć powiększenie
Internauci mogą czuć się zaszczyceni, bo sklep dla każdego z nich stworzył oddzielną podstronę na swoim serwerze. Każdy internauta ma więc internetową „wizytówkę” z podanymi wszelkimi danymi i informacjami o długu. Podstrony wyglądają tak:

Kliknij w zdjęcie, aby zobaczyć powiększenie
To kolejna ściema. Sklep straszy internautów „wpisaniem na listę dłużników”, którą sam sobie stworzył. Maile o wpisaniu na listę dostają nawet te osoby, którym termin płatności jeszcze nie minął. Ale podstrony z długami poszczególnych osób można zobaczyć tylko, gdy wejdzie się na nie przez bezpośredni link (dla każdej osoby wygenerowany jest inny). Na stronie głównej fikcyjnej listy dłużników nie ma żadnych nazwisk. Po wpisaniu w wyszukiwarkę Google odpowiednich nazwisk także nie da się znaleźć którejkolwiek podstrony. Po co te zabiegi? A no po to, by 3czekolady.pl nie wpadły w czujne oko Generalnego Inspektora Ochrony Danych Osobowych. Za publiczne podawanie imienia, nazwiska, adresu, telefonu i adresu e-mail sklep szybko miałby kłopoty z GIODO. A tak nie ma, bo podstrony „dłużników” nie są widoczne nikomu, kto nie ma dokładnego adresu. To klasyczny straszak na nieświadomych internautów, którzy mają pomyśleć: będę widniał jako dłużnik, lepiej zapłacić i mieć spokój.
Ściema nr 3 – współpraca z Allegro
W regulaminie sklep powoływał się na współpracę z Allegro. Twierdził też, że klientów obejmuje Program Ochrony Kupujących serwisu aukcyjnego. Nic z tych rzeczy. Już w grudniu Allegro odcięło się od jakichkolwiek związków z 3czekolady.pl. – Sprawa trafiła do naszych prawników, analizują ją i zapewne podejmiemy jakieś kroki prawne – mówi Paweł Klimiuk, rzecznik prasowy Allegro.
Ściema nr 4 – za co ten abonament?
Nie, nie za produkty. Nie za jakieś kosze słodyczy. Ale za... samą możliwość kupienia ich. Wyjaśnia to polski oddział Europejskiego Centrum Konsumenckiego: „zgodnie z treścią regulaminu przedmiotem świadczonej usługi przez firmę Pride jest przechowywanie danych osobowych, możliwość korzystania z mechanizmów informatycznych np. z wyszukiwarki, czy możliwość zawierania umów sprzedaży produktów oferowanych w ramach serwisu. Klienci mają więc uiszczać opłatę abonamentową w wysokości 149 PLN miesięcznie za to, że przedsiębiorca przechowuje ich dane osobowe, a co więcej za to, że daje im możliwość kupowania produktów”. To tak, jakby na wejściu do Tesco czy jakiegokolwiek innego sklepu płacić bilet wstępu za to, że być może kupię sobie tutaj jakiś towar.
Ściema nr 5 – wyślemy, albo i nie
W regulaminie 3czekolad.pl pełno jest wesołych sformułowań. Jedno z nich mówi o tym, że gdy internauta złoży już w sklepie zamówienie, to sklep łaskawie ma 90 dni na jego zrealizowanie. Jeśli po tym czasie go nie zrealizuje, to umowa... staje się nieważna. Nic to, że internauta zapłacił. Nic to, że sklep ma obowiązek realizacji zamówienia.
Ściema nr 6 – polska siedziba sklepu
Jak pisałem wyżej, sklep podawał, że adres jego polskiej siedziby to plac Powstańców Warszawy 2 w Warszawie. Pod tym adresem znajduje się jednak hotel Gromada, który już się zresztą odciął od 3czekolad.pl. I zgłosił sprawę do odpowiednich służb.
Zdezorientowani internauci
Przygoda z trzema sklepami ze słodyczami jeszcze dla nikogo się nie zakończyła. Internauci wciąż szukają odpowiedniego wyjścia z sytuacji. Zaczęli się zbierać na Facebooku w grupie „Wykiwani przez kosz słodyczy”. Wymieniają się tam radami, jak dalej działać. Wielu z nich zgłosiło także sprawy do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów oraz do Europejskiego Centrum Konsumenckiego.
Jeden efekt całej sprawy już jest. – Jestem już tak przeczulona tą sprawą, że niedługo będę uderzać głową w sufit na każdy dzwonek do drzwi. Po nocach nie śpię, tylko rozpaczam, że moje wygodne łóżko zamienię wkrótce na więzienną pryczę. No i podczas przechodzenia przez dział słodyczy w supermarketach jakoś dziwnie wykrzywia mi twarz – mówi nie tracąca dystansu Ania z Zakopanego.
ECK: umowy są nieważne
Europejskie Centrum Konsumenckie przeanalizowało przypadek 3czekolad.pl i opierając się na regulaminie sklepu oraz wyjaśnieniach internautów, uznało, że stosuje „nieuczciwe praktyki rynkowe wprowadzające w błąd”.

Zgodnie bowiem z treścią art. 5 ust. 1 ustawy z dnia 23 sierpnia 2007 r. o przeciwdziałaniu nieuczciwym praktykom rynkowym (Dz. U. Nr 171, poz. 1206) praktykę rynkową uznaje się za działanie wprowadzające w błąd, jeżeli działanie to w jakikolwiek sposób powoduje lub może powodować podjęcie przez przeciętnego konsumenta decyzji dotyczącej umowy, której inaczej by nie podjął. Wprowadzaniem w błąd działaniem może być w szczególności rozpowszechnianie nieprawdziwych, niepełnych lub wprowadzających w błąd informacji. (...)
Wywoływanie u konsumenta nieuzasadnionego oczekiwania na nagrodę, projektowanie wizji otrzymania darmowego produktu (kosza słodyczy), może być uznane za stosowanie pewnego rodzaju presji, co istotnie utrudnia podjęcie świadomej decyzji dotyczącej umowy - pisze ECK.

Co więcej, ECK w swoim stanowisku uznało, że umowy ze sklepami 3czekolady.pl, 3pierniki.pl i 3cukierki.pl są nieważne, biorąc pod uwagę, że zostały zawarte pod wpływem błędu. „Istnieją przesłanki, aby działanie firmy Pride zakwalifikować jako naruszenie art. 286 Kodeksu Karnego (oszustwo)” – piszą urzędnicy.
UOKiK: kontaktujemy się z cypryjskim urzędem
Zareagował także Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów. - Aktualnie UOKiK przygotowuje wniosek do organu właściwego w zakresie ochrony praw konsumentów na Cyprze celem podjęcia przez niego działań wobec Price Europe Investments Ltd, które doprowadzą do wyeliminowania naruszeń mogących godzić w prawa i interesy polskich konsumentów – mówi Agnieszka Majchrzak z biura prasowego UOKiK.
Urzędnicy tłumaczą właśnie na język angielski wszystkie dokumenty dotyczące sklepów: regulamin, umowy i opis całej sprawy. – Wskazujemy, które artykuły prawa na poziomie unijnym mogły zostać naruszone – mówi Majchrzak. I zapewnia, że UOKiK całą dokumentację wyśle na Cypr do końca stycznia. Wtedy trzeba będzie zaczekać na interpretację sprawy przez cypryjski urząd antymonopolowy, a potem na podjęcie przez niego odpowiednich działań względem spółki, do której sklepy należą.
Co dalej robić?
Co jeszcze internauci mogą zrobić? Wyjścia są dwa: zapłacić pieniądze, rozwiązać umowę i mieć spokój, albo nie zapłacić i iść na policję. Wszystkie wyżej wymienione czynniki i analizy przedstawione przez urzędników wskazują, że wyjście drugie będzie jak najbardziej skuteczne.

Uwaga! Firma, która stoi za wszystkimi trzema sklepami, założyła jeszcze jedną stronę: ksiegarnia-meritum.pl. Działa na tych samych zasadach, co wyżej opisane sklepy!

A na koniec wisienka na torcie. Oto, jak wrażliwi właściciele sklepu 3czekolady.pl zareagowali na doniesienia medialne i posądzenia przez internautów o oszustwo:
3czekolady.pl

tl;dr
3czekolady.pl w wielu miejscach łamią prawo. Nie ma co im płacić, tylko iść na policję.

Tagi: Przekręty
21:02, eprzekret
Link Komentarze (1) »
środa, 22 stycznia 2014

Nokia 6300 przyleciała do pana Adama z Chin, klawiatura miała rosyjski alfabet, a po włączeniu telefon tracił zasięg. Sklep internetowy wykręcał się od zwrotu pieniędzy, ale nasz czytelnik szybko postawił ich do pionu.

Adam Zając z Parczewa w kwietniu ubiegłego roku znalazł w internecie reklamę sklepu xtreme-mobiles.pl. A w nim Nokię 6300 za 279 zł. Sklep wydawał mu się w porządku, więc zamówił telefon. Trzy tygodnie później otrzymał paczkę i... bardzo się zdziwił. – Paczka była obklejona nalepkami z jakimiś chińskimi znaczkami, nie było żadnej faktury czy paragonu. Gdy włączyłem telefon, nie dość, że zaraz gubił zasięg, to jeszcze klawiaturę miał... z rosyjskim alfabetem! – opowiada pan Adam.

I, nie zastanawiając się długo, wysłał maila do szczecińskiej firmy, która przysłała telefon.

Tu należy się nieco wyjaśnienia.

Nasz czytelnik telefon kupił w sklepie xtreme-mobiles.pl, który należy do firmy Blueway Trade Co., Limited z siedzibą w Hong Kongu. Przesyłkę pan Adam dostał od jeszcze innej firmy - X, zaś pieniądze przelał na konto trzeciego podmiotu - Y. Obydwie mają swe siedziby w Szczecinie pod tym samym adresem.

Dlaczego podaję nazwę sklepu i jego firmy, do której należy, a nazw pozostałych dwóch firm już nie? O tym nieco później. Wróćmy do prób odzyskania pieniędzy przez Adama Zająca.

W mailu do firmy Y (tej, której zapłacił) pan Adam wytłumaczył, że nie do końca o TAKI telefon chodziło mu, gdy składał zamówienie i że chce go zwrócić oraz dostać z powrotem swoje 279 zł. W odpowiedzi dostał wzór formularza reklamacyjnego i prośbę o przesłanie go wraz z telefonem do serwisu. Formularz, trzeba przyznać, wygląda zabawnie, producent przygotował się na szereg ewentualnych usterek. Oto jego fragment:


Kliknij w zdjęcie, aby zobaczyć powiększenie

Pan Adam nie zamierzał wypełniać polsko-angielsko-chińskiego formularza reklamacyjnego. Wypełnił za to pismo informujące o odstąpieniu od umowy i wysłał je razem z telefonem na adres firmy X (tej, która widniała na paczce nadawczej). Mógł to zrobić, bo od dostarczenia przesyłki nie minęło 10 dni .

Po 14 dniach pieniędzy na koncie Adama Zająca wciąż nie było. Był za to mail od firmy X, w którym zdziwiony pracownik stwierdził, że to nie ich telefon i że panu Adamowi chyba coś się pomyliło.

Rzecznik "większy cwaniak"

Tego dla naszego czytelnika było już za dużo. Jest takie uliczne przysłowie: na każdego cwaniaka trafi się większy cwaniak. I pan Adam wiedział, kto może być "większym cwaniakiem" – powiatowy rzecznik praw konsumentów. W Parczewie jest nim pani Urszula Jószczuk.

Pani rzecznik napisała do firmy X maila z nakazem zwrócenia naszemu czytelnikowi pieniędzy. W odpowiedzi od firmy dowiedziała się, że żadnych pieniędzy pan Adam nie ujrzy, bo firma telefon tylko wysłała, a nie sprzedała. I tak w ogóle to firma X nie jest firmą polską, więc polskie prawo jej nie obowiązuje.

Pani rzecznik, czyli "większy cwaniak", postanowiła wytoczyć większe działa i napisała firmie - mniejszemu cwaniakowi - że skoro sprzedaje na terenie Polski, to obowiązuje ją tutejsze prawo. A jeśli firma X nadal jest innego zdania, to może zmieni je, gdy dostanie 2 tys. zł kary i list od prokuratury w celu wyjaśnienia sprawy. Po tym mailu firma zdanie zmieniła błyskawicznie i niedługo potem zwróciła Adamowi Zającowi pieniądze.

Hasło sklepu xtreme-mobiles.pl brzmi: „Oszczędzaj pieniądze i żyj lepiej”. I Adam Zając żyje lepiej. – Na własnym błędzie wiele się nauczyłem i już wiem, jak postępować. I gdyby nie pani rzecznik, pewnie nie uratowałbym swoich pieniędzy – mówi.

A teraz o tym, dlaczego nie podałem nazw firm X, Y.

Uwaga na dropshipping

Choć obie te firmy wykręcały się od zwrotu pieniędzy, są pod tym samym adresem i wyglądają na podejrzane, to należy przyjąć zasadę domniemanej niewinności. Wszystko przez model biznesowy, jaki prawdopodobnie łączy je ze sklepem xtreme-mobiles.pl. To tzw. dropshipping.

Polega na tym, że firma X czy Y sprzedaje – na przykład na aukcjach internetowych - telefony należące do sklepu. Sklep je magazynuje i wysyła pod wskazane adresy. I oczywiście pobiera hurtową cenę sprzętu, a dla firm X, Y zostaje różnica ceny hurtowej od detalicznej.

Dlaczego to ryzykowne? Bo firmy X i Y dają swoją twarz, nazwiska i wszelkie dane, ale to, czy towar dojdzie – a jeśli tak, to jaki – zależy tylko od sklepu. Sklep może więc śmiało oszukiwać, bo i tak umowy zakupu z klientem podpisane są na firmy X i Y. Takim systemem działa właśnie sklep xtreme-mobiles.pl. Na swojej stronie ma oddzielną zakładkę „dropshipping”, na której zachęca wszystkich do współpracy. Czy zawsze oszukuje? Tego nie wiadomo. Ale ten przypadek pokazuje, że przy zakupach w analogicznych sytuacjach lepiej mieć się na baczności.

Na podobnym systemie bazowali swego czasu ludzie stojący za największym internetowym przekrętem w Polsce, czyli sklepami Retrobut.pl, 66procent.pl itd. Gdy sprzedawali towary na Allegro, robili to z kont osób trzecich. Pieniądze szły do nich, towar zwykle nie dochodził – a jeśli już, to podrobiony – a właściciele kont na Allegro musieli się potem tłumaczyć na policji. Natomiast faktyczni oszuści byli bezpieczni, bo ich nazwiska w transakcji między allegrowiczami nie pojawiały się.

Tagi: Przekręty
15:52, eprzekret
Link Dodaj komentarz »
piątek, 17 stycznia 2014

* Artykuł ukazał się 5 listopada w "Gazecie Wyborczej". *

12 tysięcy przesłuchanych i kilkadziesiąt tysięcy pokrzywdzonych. Największe oszustwo w polskiej sieci to sprawka dwóch osób - dowiedziała się "Gazeta". Ukrywają się w Azji.

Chodzi o internetowe sklepy pilkasklep.pl, 66procent.pl, 66prezent.pl i retrobut.pl. Pierwszy z nich działał jeszcze przed zeszłorocznymi

piłkarskimi mistrzostwami Europy, kolejne dwa - na przełomie 2012 i 2013 r.; ostatni wciąż istnieje. Aby zrozumieć skalę oszustwa, wystarczy porównać je choćby z zeszłoroczną aferą Amber Gold. Tam pokrzywdzonych było "zaledwie" nieco ponad 10 tys. klientów (choć na znacznie większe sumy).

Mechanizm jest prosty. Sklepy wystawiały oryginalne odzież i obuwie znanych marek po bardzo niskich cenach. Na przykład buty Nike Air Max 90 kosztują 209,50 zł zamiast 488,50. Tak duże obniżki skusiły dziesiątki tysięcy Polaków. Po wpłacie pieniędzy scenariusze są dwa: towar albo w ogóle nie dochodzi, albo dochodzi, ale nie markowy, tylko tania chińska podróbka.

Dotąd śledztwo się ślimaczyło, a kolejne e-sklepy oszukujące klientów traktowano jako oddzielne przypadki. Teraz połączono je w całość. "Gazecie" udało się dotrzeć do osoby znającej szczegóły sprawy.

- Za wszystkimi tymi przekrętami ma stać dwóch ludzi z Polski - K. i G. - którzy prawdopodobnie ukrywają się w Azji. A skoro sprawców nie ma, to sprawa jest w powijakach. Wcześniej prokuratura nie chciała łą

czyć spraw tych wszystkich sklepów, ale zaczął interweniować dział bezpieczeństwa Allegro, bo i tam K. i G. oszukiwali - mówi nasz informator.

Zdjęcie z fanpage'a

Pracowała trzy miesiące, nie dostała ani grosza

Jak wyglądały oszustwa na Allegro? K. na swoją warszawską firmę podpisywał umowy z osobami mającymi konto w serwisie aukcyjnym i za ich pośrednictwem sprzedawał buty. Oczywiście nie dochodziły do klientów lub były podróbkami. Wielu pośredników nie dostało pieniędzy za swoje usługi. - Otrzymałam umowę o pracę. Moim o

bowiązkiem było wystawianie butów na swoim koncie na Allegro, odpowiadanie na e-maile i telefony klientów. Wypłata miesięczna miała wynosić 1,4 tys. zł netto, pracowałam w ten sposób przez trzy miesiące i nie dostałam ani grosza - opowiada pani Anna, jedna z pośredniczek. Z K. miała jedynie kilka razy kontakt telefoniczny i e-mailowy.

Płocka prokuratura, która prowadzi śledztwo, częściowo potwierdza te informacje. - Rola K. i G. jest także badana. Mogę potwierdzić, że przedstawiciele Allegro spotkali się z prokuratorem okręgowym w Płocku, by omówić, ogólnie rzecz ujmując, zasady dalszej współpracy w toku tego postępowania - informuje Iwona Śmigielska-Kowalska, rzeczniczka prasowa prokuratury w Płocku.

400 tomów akt to dopiero początek

Dodaje, że zgromadzono 400 tomów akt, a dotychczasowe straty klientów wycenia się na ponad 200 tys. zł. Ale to dopiero początek. - Trudno przewidzieć, kiedy postępowanie będzie zakończone. Nadal przesłuchiwani są w charakterze świadków ci, co do których ustalany jest status pokrzywdzonych - zaznacza Śmigielska-Kowalska.

Nad odnalezieniem sprawców wszystkich oszustw pracują także firmy, których podrabiane rzeczy sprzedawano. - Mamy specjalną grupę, ale ze względu na dobro firmy nie mogę zdradzić sposobów jej działania - informuje Maciej Lasoń, rzecznik prasowy firmy Nike w Polsce.

Jak mówi nasz informator, to od Nike zaczęło się w zeszłym roku całe śledztwo: - Ich podstawiony człowiek kupił buty na pilkasklep.pl, dostał podróbki i wtedy ruszyła machina.

Na umowie, którą K. podpisał z jedną ze swoich pośredniczek do sprzedaży na Allegro, widnieje jego numer telefonu. Próbowaliśmy się dodzwonić, jest jednak wyłączony.

Tagi: Przekręty
15:24, eprzekret
Link Dodaj komentarz »

na początek przedstawię się. Nazywam się Jakub Wątor i od marca 2013 roku pracuję w dziale gospodarczym "Gazety Wyborczej". Wcześniej przez ponad 3 lata pracowałem w kieleckim oddziale "GW" jako dziennikarz specjalizujący się w tematach kulturalnych.

W gospo wyszło tak mimowolnie, że stałem się specem od e-handlu. Wynikło to m.in. z tego, że napisałem (nie to, żebym ujawnił - nie lubię tego słowa ;-) ) o największym w historii polskiej sieci przekręcie, czyli o Retrobucie.pl i pozostałych e-dzieciach stojących za tym ludzi.

Od kilku miesięcy dostaję od Was mnóstwo maili z sygnałami dotyczącymi różnych internetowych sklepów, które wydają się podejrzane. Postanowiłem, że ten blog będzie miejscem, gdzie możemy wymieniać się informacjami na ten temat. Wy podsyłacie mi sygnały, ja je w miarę możliwości sprawdzam, weryfikuję i komentuję (z pomocą prawdziwych ekspertów - prawników, UOKiK-u etc.) i razem sprawiamy, że polski internet jest lepszy ;-)

Na razie blog w warstwie graficznej wygląda tragicznie, jakbyśmy byli w latach 90-tych - wybaczcie mi to, nie jestem kumaty w tych kwestiach. Postaram się jednak, by w niedługim czasie to zmienić i by blog błyszczał, jak na 2014 rok przystało.

Na początek - żeby była tu jakakolwiek treść - wrzucę pewnie jakieś starsze materiały, które ukazywały się już w "Gazecie Wyborczej" lub na Wyborczej.biz. Z każdym kolejnym tygodniem będą się pojawiały już zupełnie nowe.

Wszelkie info i sygnały piszcie w komentarzach pod notkami lub na maila: jakub.wator@wyborcza.biz

15:15, eprzekret
Link Dodaj komentarz »