Jakub Wątor

Napisz do autora:
jakub.wator@agora.pl

RSS


RSS
piątek, 28 listopada 2014

z5984422Q,Sad
Już drugi rok Adrian F. naciąga przedsiębiorców na niby darmowe wpisy do katalogu firm. Na szczęście z jednym z naszych czytelników nie poszło mu tak łatwo i w styczniu spotkają się w sądzie.

Adrian F. swoją działalność ma zarejestrowaną w Świdniku. Przez ponad półtora roku rozsyłał on spam do przedsiębiorców, w którym zachęca do wpisu do swojego katalogu „aktywnych firm 2013 roku”. W mailu zachęcał o dodanie krótkiej informacji na temat swojej firmy, za co będzie „niezmiernie wdzięczny”. Oczywiście nie było żadnej mowy na temat opłat.

Tu Adrian F. po raz pierwszy popełniał błąd - zgodnie z prawem nie można bowiem rozsyłać spamu z ofertą handlową, jeśli nie zgodził się na to odbiorca. Za łamanie tego przepisu grozi grzywna w wysokości do 5 tys. zł.

Niestety nie wszyscy o tym wiedzą. Co więcej, część przedsiębiorców zachęcona szybkim, prostym i w domyśle darmowym wpisem nie widziała powodu, by nie skorzystać z jeszcze jednej okazji do promocji swojej firmy. Więc korzystali, a kłopoty rozpoczynały się po dwóch tygodniach.

Okazuje się bowiem, że w długim regulaminie na stronie katalog-firm2013.pl znajduje się zapis o tym, że owszem, przez siedem pierwszych dni usługa jest bezpłatna, ale potem to się zmienia.

Usługa, dodajmy, pozwalająca na zapisanie swoich danych oraz przejrzenie listy pozostałych firm. Ile taka przyjemność kosztuje? 499 złotych! Oczywiście w dniu rozpoczęcia okresu płatnego, bo potem szybko rozpoczyna się naliczanie odsetek.

Złapał się na to między innymi jeden z naszych czytelników. - Widzę tu mechanizm działania identyczny, jak w przypadku k-biz.pl, które prowadził Krzysztof H. Przeglądając stronę Adriana F. z zasugerowaną bezpłatnością nie znalazłem żadnej konkretnej zakładki o cenach, odpłatnościach czy nazwie “cennik”. Zresztą logicznym jest, że jeśli coś ma być darmowe, to nie pytamy o cenę - opowiada pan Mariusz.

Krzysztof H. - jak pewnie doskonale pamiętacie - stosował identyczny mechanizm - zachęcał do wpisu do rejestru firm, który potem okazywał się płatny. W tamtej sprawie H. usłyszał już zarzuty usiłowania wyłudzenia mienia, a obecnie siedzi w areszcie za jeszcze inne próby oszustwa - związane z serwisem „De Lege Artis”.

- Jak okazało się niebawem, dokonanie wpisu było faktycznym podaniem danych do wypisania faktury na bardzo drogą usługę jakości dalece wątpliwej, ponieważ właściwie nie da się w praktyce określić, czy taka informacja o firmie skutkuje jakimkolwiek zwiększeniu obrotów, czy wzrostu liczby klientów korzystających z moich usług klientów - opowiada pan Mariusz.

Co więcej - po kilku dniach zaczęły do niego dochodzić informacje o tym, że został wpisany do Krajowego Rejestru Długów: - Zadzwoniłem do KRD - tam sprawa była już znana, nie byłem sam. KRD odcięło się od współpracy z Adrianem F.. Powiedzieli, że F. bezprawnie używa ich loga i nikogo nie pytał o zgodę na to.

Niewykluczone, że zarzuty usłyszy także Adrian F. Nasz czytelnik postanowił mu nie odpuszczać. Zgłosił sprawę na policję, ale ta odmówiła wszczęcia śledztwa, bo skoro pan Mariusz nie zapłacił, to przestępstwa nie ma. Później nasz czytelnik dostał od pozew i nakaz zapłaty z e-sądu w Lublinie. Napisał więc odwołanie i teraz z Adrianem F. spotka się w sądzie w Bytomiu. Na styczeń planowana jest pierwsza rozprawa sądowa. Wszyscy, którzy zostali w podobny sposób naciągnięci, powinni zgłosić to na najbliższym komisariacie.

Tagi: Przekręty
11:52, eprzekret
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 24 listopada 2014

Tysiące przedsiębiorców na pewno dostało kiedyś listy z nakazami zapłaty od wszelkiej maści rejestrów gospodarczych. Teraz jest szansa im dokopać.

W Polsce działa kilkanaście firm, które podszywają się pod CEIDG i wysyłają przedsiębiorcom, którzy dopiero co zarejestrowali swoją działalność, listy z nakazami zapłaty.

Są one napisane w taki sposób, by świeżo upieczony przedsiębiorca - nie zawsze jeszcze obeznany z prawem i swoimi obowiązkami - uwierzył, że to pismo urzędowe i koniecznym jest opłatę uiścić. Zwłaszcza, że w pismach tych widnieje wyraźnie - na uregulowanie zaległości jest określony termin (zwykle 7 dni).

List wygląda na przykład tak, jak poniżej. Nadawca - Ogólnopolska Ewidencja Firm i Przedsiębiorstw.

Ogólnopolska Ewidencja Firm i Przedsiębiorstw

Tego typu firm jest więcej. Czytelnik, który zgłosił nam sprawę, w ciągu miesiąca dostał trzy takie listy - każdy z innej firmy. Najpierw, zaledwie osiem dni po uzyskaniu wpisu do CEIDG - czyli jedynego obowiązkowego rejestru firm - państwowego i bezpłatnego - w skrzynce pocztowej zobaczył przesyłkę od Rejestru Działalności Gospodarczych i Firm, który kazał sobie zapłacić 195 zł w ciągu dwóch tygodni. Tydzień później przyszło wezwanie o nakazie zapłaty 192 zł w ciągu tygodnia od Centralnej Ewidencji Działalności Gospodarczych i Firm, zaś pod koniec listopada ujrzał w skrzynce kolejny list - pokazany powyżej na grafice - od OEFIP. Ci ostatni życzyli sobie niecałych 122 zł w nieprzekraczalnym terminie 7 dni od doręczenia przesyłki. W sumie nieświadomy przedsiębiorca straciłby więc ponad 500 zł tylko dlatego, że ktoś podszywa się pod państwowy rejestr firm.

Na szczęście nasz czytelnik jest świadomy i zamiast wypełniać przelew bankowy, wypełnił pismo do prokuratury z zawiadomieniem o podejrzeniu oszustwa. Śledczy mają te same podejrzenia, więc rozpoczęli postępowania.

Zachęcam, by wszyscy, którzy dostali tego typu listy, zgłaszali sprawy na policję. Im więcej pokrzywdzonych, tym śledczy bardziej się zepną i może uda się dorwać tych cwaniaczków.

UWAGA! Mój redakcyjny kolega Artur Kiełbasiński zauważył jedną istotną rzecz, którą potwierdził u prawnika. Dla świętego spokoju dobrze jest na taki list odpowiedzieć. Dlaczego? Wyjaśnia to gdański adwokat Maciej Śledź, którego Artur poprosił o opinię: - Niestety, taka faktura może okazać się prawdziwym problemem dla naszej firmy. Jeśli ją wyrzucimy do kosza i zignorujemy może się okazać, że wystawca faktury skieruje wniosek do e-sądu o zapłatę i może nawet sprawę o zapłatę przegrać. Dlatego sugerowałbym, aby spakować fakturę do koperty, dołączyć grzeczne pismo, że nie życzymy sobie żadnego wpisu i odesłać te dokumenty do nadawcy. To oczywiście jest dodatkowa papierologia, ale dopiero w takiej sytuacji jesteśmy zupełnie bezpieczni.

 

Tagi: Przekręty
15:45, eprzekret
Link Komentarze (6) »
piątek, 21 listopada 2014

Ray-ban-istore.plPonad miesiąc trwa walka pani Moniki ze sklepem Ray-ban-istore.pl, który miał być autoryzowaną placówką słynnej firmy, a okazał się kolejnym internetowym serwisem o wątpliwej reputacji.

Nasza czytelniczka w połowie października zamówiła okulary Ray Ban za 459 zł. Pieniądze przelała na podane w mailu konto. Było ono założone na mężczyzny mieszkającego we francuskim Montpellier, a panią Monikę zaczęły nachodzić wątpliwości. - Poszperałam w internecie i zobaczyłam mnóstwo wpisów: że to nie do końca dobry sklep, że sprzedaje podróbki, że nie przysyła zamówionego towaru. Od razu postanowiłam zrezygnować z zamówienia - opowiada pani Monika.

To niestety nie było takie łatwe. Na stronie sklepu nie ma żadnego numeru telefonu, jest tylko adres mailowy. - Wysłałam około 10 maili z informacją, że rezygnuję i proszę o zwrot pieniędzy. I tak przez dwa tygodnie - mówi czytelniczka. Na żadną z wiadomości nie dostała odpowiedzi, a w międzyczasie dotarła do niej przesyłka z okularami. Kobieta - podejrzewając po ich obejrzeniu, że to podróbka - odesłała je na adres podany na przesyłce. Nie jest to wcale adres z Montpellier, a z podwarszawskiego Radzymina - do zarejestrowanej tam firmy.

Pani Monika mimo ponagleń i informacji, że zgłosi sprawę na policję, do dziś nie otrzymała swoich pieniędzy z powrotem, ani żadnej odpowiedzi na maile. Osób z taką sytuacją, jak ona jest więcej - wystarczy przejrzeć internetowe strony z opiniami klientów.

Przyjrzałem się temu sklepowi. W regulaminie nie ma ani słowa o tym, kto jest jego właścicielem - nie ma podanej nazwy firmy, adresu czy numeru NIP. Podejrzane wydaje się także to, że pieniądze należy wysłać do Francji, a paczka przychodzi (a do niektórych klientów w ogóle nie przychodzi) spod Warszawy. W regulaminie widnieje kilka dziwnie brzmiących zapisów, jak choćby ten, że sklep "nie gwarantuje bezpieczeństwa i precyzji zawartych na stronie internetowej informacji". Można to interpretować w ten sposób: podajemy na stronie oferty okularów z ich parametrami, ale niekoniecznie takie muszą być w rzeczywistości.

Ray-ban-istore.pl reklamuje się też „bezpłatną wysyłką w 24 godziny”, ale w regulaminie mówi już co innego: „czas realizacji zamówienia jest różny w zależności od poszczególnych produktów i wynosi od 48h do 3 tygodni”. Sklep zapewnia też, że jest autoryzowanym dealerem marki Ray-Ban, ale tej informacji nigdzie nie można sprawdzić. Poprosiłem w mailu o przedstawienie potwierdzających to dokumentów oraz o odniesienie się do zarzutów klientów. Żadnej odpowiedzi do tej pory nie dostałem.

 

Tagi: Przekręty
15:29, eprzekret
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 18 listopada 2014

Markowystyl.pl

Miło czytać takie komunikaty, jak ten od krakowskiej policji. Niecałe trzy tygodnie temu ostrzegałem Was przed sklepem Markowystyl.pl, po czym niczym niepokojony wybrałem się na urlop (stąd zaległości w odpisywaniu Wam na maile i wiadomości - wybaczcie). Równie niepokojony wracam, a tu info od krakowskich mundurowych - właściciele sklepu Markowystyl.pl zatrzymani!

Brawo, brawo, brawo! Funkcjonariusze nie czekali miesiącami, aż przekręt rozwinie się do skali Retrobuta, tylko ruszyli się sprzed biurek i bez pardonu zgarnęli dwóch cwaniaczków - 23- i 25-latka. Żeby dzieła dopełnić, należy teraz wyciągnąć od nich wszelką kasę na zadośćuczynienia dla ofiar. A tych jest kilka tysięcy. 

Co ustalili policjanci? To, co ja pod koniec października - że oszuści nie posiadali absolutnie żadnego towaru, a wszystkie transakcje miały na celu oszukanie internautów. Że adres fikcyjnego magazynu prowadził na szczere pole pod Krakowem, a adres firmy do jednego z krakowskich blokowisk.

Co się udało? Policja zabezpieczyła dwa konta bankowe firmy i okazało się, że w ciągu trzech tygodni funkcjonowania pseudosklepu dokonano na nich obrotu na 400 tys. zł. Banki z kolei już zablokowały 175 tys. zł, które mają być przekazane na zadośćuczynienie przyszłym poszkodowanym. Zatrzymani mężczyźni usłyszeli zarzuty oszustwa. Jeden z nich został aresztowany na 3 miesiące, drugi jest pod policyjnym dozorem.

Zostałem oszukany. Co dalej?

Jeśli dwaj mężczyźni przyznają się do winy, proces odbędzie się zaocznie. Jeśli zaś nie, wtedy poszkodowani będą zeznawali na procesie w Krakowie. W tym przypadku zgłoszenie sprawy jest o tyle istotne, że jest szansa na odzyskanie pieniędzy. Jak wspominaliśmy, banki zabezpieczyły już 175 tys. zł na poczet ofiar „sklepu”, a niewykluczone, że uda się zabezpieczyć kolejne środki.

Krakowscy policjanci namawiają, by każdy, kto czuje się pokrzywdzony przez markowystyl.pl, zgłosił swoją sprawę na najbliższym komisariacie, podając wszelkie szczegóły - daty transakcji, kwoty oraz pokazując zachowaną korespondencję mailową ze sklepem. Wszystko to zostanie przesłane do Krakowa.

Co potem? Jeśli mężczyźni przyznają się do winy, proces odbędzie się zaocznie. W innym wypadku poszkodowani będą musieli się stawić w krakowskim sądzie - oczywiście ze zwrotem kosztów podróży.

 

Tagi: Przekręty
11:39, eprzekret
Link Dodaj komentarz »