Jakub Wątor

Napisz do autora:
jakub.wator@agora.pl

RSS


RSS
wtorek, 27 maja 2014

Kilkaset złotych można stracić przez nieuwagę i naiwność. Liczą na to naciągacze podszywający się pod Centralną Ewidencję i Informację o Działalności Gospodarczej i wyłudzający w ten sposób pieniądze od przedsiębiorców.

Opisał to jeden z internautów na Wykopie. Własną działalność prowadzi od 1 maja i już zdążył dostać kilka przesyłek, których autorzy nie tylko sugerują, ale wręcz nakazują zapłacenie za wpisy do różnego rodzaju rejestrów. Bezczelność ich przekazu może zaskakiwać, ale niestety wciąż nabiera się na to wiele osób.

Na stronie internetowej Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej (prowadzonej przez Ministra Gospodarki) opublikowano nawet ostrzeżenie:

UWAGA! Wszelkie czynności związane z wpisem do Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej (CEIDG) – prowadzonej przez Ministra Gospodarki są BEZPŁATNE. Do wszystkich przypadków oferowania wpisu do rejestru przedsiębiorców za opłatą należy podchodzić ze szczególną ostrożnością gdyż są to oferty komercyjne

Listy takie dostają przedsiębiorcy, którzy dopiero co otworzyli własną działalność gospodarczą. Naciągacze liczą na to, że takie osoby nie są jeszcze świadome wszystkich obowiązków, praw i mechanizmów urzędniczych. Skąd naciągacze wiedzą, kto dopiero co założył firmę? W wyszukiwarce w CEIDG zaznaczają opcję, by wyświetliły się tylko firmy założone w ostatnim dniu czy tygodniu. Potem wysyłają im listy z gotowym drukiem do przelewu.

Oto kilka przykładów.

Centralna Ewidencja Działalności Gospodarczej i Firm

Forma listu jest obligatoryjna. Naciągacze informują, że przedsiębiorca - niezależnie, czy sobie tego życzy czy nie - został wpisany do CEDGiF, a wpis ten „wymaga uiszczenia opłaty rejestracyjnej (zgodnie z ustawą wewnętrzną RF z dnia 10.12.2013) w wysokości 182,60 w terminie do 05.05.14”. Autor wpisu na Wykopie firmę zarejestrował 1 maja, ma więc ledwie kilka dni na zapłatę. Naciągacze założyli sobie firmę o nazwie łudząco podobnej do CEIDG prowadzonego przez Ministra Gospodarki. Siedzibę mają w Warszawie przy Żurawiej 22/212 - to adres wirtualnego biura, co jest typowe dla tego typu podejrzanych działalności.

Centralna Ewidencja Działalności Gospodarczej i Firm

Kliknij na zdjęcie, aby zobaczyć powiększenie. Źródło: wykop.pl/kon-jakub

Rejestr Działalności Gospodarczych i Firm

Forma listu jest bardzo podobno do opisanej powyżej. Z jedną różnicą - tu naciągacze powołują się na prawdziwe CEIDG, po czym piszą, że wpis w nim wymaga „uregulowania fakultatywnej opłaty rejestracyjnej zgodnie z aktualnym regulaminem KRBiP”. Czym jest KRBiP? Nie wiadomo. Opłata? 195 zł. Czas na jej uiszczenie - również do 5 maja.

Firma mieści się przy al. Jana Pawła II 27 w Warszawie. To wirtualne biuro.

Rejestr Działalności Gospodarczych i Firm

Kliknij na zdjęcie, aby zobaczyć powiększenie. Źródło: wykop.pl/kon-jakub

Centrum Ochrony Danych Osobowych

W tym przypadku bezczelność osiąga wyjątkowe wyżyny. Naciągacze (z siedzibą, a jakże - w biurze wirtualnym przy Nowogrodzkiej 31 w Warszawie) informują, że rejestrując swą działalność przedsiębiorca staje się administratorem danych osobowych. W związku z tym musi pilnować ich przed kradzieżą czy dostępem do nich osób nieuprawnionych. Co więcej - jeśli przedsiębiorca nie zabezpieczy własnych danych osobowych, zapłaci grzywnę do 50 tys. zł, może też podlegać karze ograniczenia lub pozbawienia wolności.

Jeśli przedsiębiorca nie chce trafić za kratki lub płacić - bagatela - nawet 50 tys. zł, lepiej więc niech zapłaci skromne 267 zł, by zostać objętym Programem Ochrony Danych Osobowych. Oczywiście nie może się zbyt długo namyślać - termin na wpłatę ma do 12 maja.

Centrum Ochrony Danych Osobowych

Kliknij na zdjęcie, aby zobaczyć powiększenie. Źródło: wykop.pl/kon-jakub

Co zrobić, gdy jesteś przedsiębiorcą i dostałeś list taki sam lub podobny do powyższych? Najlepiej podrzeć i skupić się na rozkręcaniu swojej dopiero co założonej firmy. Jest też druga opcja - zgłosić sprawę na policji jako wyłudzenie. Ale na pewno nie płacić.

 

Tagi: Przekręty
12:37, eprzekret
Link Dodaj komentarz »

euro-24.com.pl

Dziesiątki zawiedzionych klientów i tysiące złotych strat - internetowy sklep euro-24.com.pl lepiej omijać z daleka. 

Sprzedaje on elektronikę - w swej ofercie ma kilkadziesiąt rodzajów telewizorów, telefonów czy komputerów. Niektóre w bardzo atrakcyjnych cenach. I właśnie na to łapią się niektórzy internauci. U większości z nich schemat jest bardzo podobny: zamawiają towar, opłacają go, a potem długimi tygodniami czekają na przesyłkę. W międzyczasie wymieniają dziesiątki maili i w końcu zrezygnowani albo odpuszczają zupełnie, albo idą na policję. W tym drugim przypadku groźby wizyty na komisariacie działają na sklep motywująco i towar w końcu dochodzi.W internecie można przeczytać dziesiątki komentarzy na ten temat. „Zamówiłem i zapłaciłem 1350zł 12-go grudnia za telewizor. Do dzisiaj ani towaru ani kasy” - pisze jeden z internautów na stronie z opiniami Opineo.pl. W podobnym tonie wypowiadają się inni.

Wirtualne biuro, głuchy telefon

Sklep należy do firmy Europedia - dokładniejszych danych próżno jednak szukać na jego stronie, więcej informacji można znaleźć w spisie CEIDG. Niezorientowani internauci mogą go łatwo pomylić ze sklepem znanej sieci RTV Euro AGD - podobna nazwa, podobny asortyment. Siedziba firmy? Wirtualna - w Warszawie przy ul. Złotej 61. Ten adres często obierany jest za biura przez podejrzane sklepy.Do sklepu nie można się także dodzwonić, co zresztą przyznają sami ludzie, którzy go tworzą - na głównej stronie widnieje informacja, że preferowanym kontaktem jest mail, Gadu Gadu lub czat. Dlaczego nie telefon? Rzekomo z powodu „modernizacji kanału teleinformatycznego”.

 

Tagi: Przekręty
11:02, eprzekret
Link Komentarze (1) »
środa, 14 maja 2014

Prokuratura nie może dotrzeć do właścicieli sklepu RetroBut. Tymczasem jeden z nich, jak gdyby nigdy nic, dzwoni do mnie i proponuje spotkanie... w Azji.

- Dzień dobry, panie Jakubie, z tej strony Mateusz. Musimy porozmawiać, bo to już zaszło za daleko - w ten sposób 19 lutego o poranku wita mnie przez telefon Mateusz G. Razem z Rafałem K. dorobił się kilkunastu milionów złotych na sprzedaży podróbek butów i wystawianiu w internecie handlowych ofert wydmuszek. Stoją za takimi sklepami jak Retrobut.pl, 66procent.pl czy Pilkasklep.pl. Organy ścigania od kilku lat próbują postawić im zarzuty, ale wciąż szacują skalę procederu i liczbę poszkodowanych osób (dziś jest ich ok. 90 tys.).

W lutym Mateusz G. dzwoni z niezastrzeżonego numeru z Hongkongu i nie używa modulatora do deformacji głosu: - Wszystko idzie na moje konto. Nie mieliśmy nic wspólnego z tym ostatnim sklepem.

Chodzi o But-sklep.com. Schemat działania identyczny jak w przypadku sklepów G. i K. Tomasz, jeden z informatorów, który pomagał mi zbierać materiały do reportażu, sugeruje, że mogą oni mieć z tym sklepem coś wspólnego.

Zapraszamy do Azji

I właśnie słowa Tomasza zdenerwowały Mateusza G. Na początku rozmowy prosi, bym jej nie nagrywał. Potem twierdzi, że mój informator ma interes w tym, by zdradzać szczegóły działalności G. i K. Sugeruje też, że Tomasz sam prowadzi sklepy oszukujące ludzi. Ale nie twierdzi, że informacje na jego temat, jakie od Tomasza dostałem, są nieprawdziwe.

- Za dwa miesiące prześlę panu paczkę z materiałami dotyczącymi pana informatorów. Zdjęcia, dokumenty, informacje - proponuje G.
- Proszę wysłać część już teraz.
- Najpierw muszę wszystko zebrać. Potrzebne mi dwa miesiące, ale pod warunkiem, że nic pan w tym czasie o mnie i o Rafale nie napisze.
- Czemu miałbym panu wierzyć?
- Przez ten czas nie założymy żadnego sklepu, obiecuję. To umowa dżentelmeńska między nami.
- Czekam na paczkę.
- A może chciałby się pan z nami spotkać w jakimś kraju? Tajlandia, Chiny, Hongkong - może pan sobie wybrać. Oczywiście na nasz koszt.

Wesołych świąt

Z redakcji piszę do G. maila: "Nie będzie żadnej umowy, czekam na paczkę, a gdy otworzycie w międzyczasie jakiś sklep, napiszę o tym". "Z punktu psychologiczno-taktycznego mogło to tak zabrzmieć, jakbyśmy chcieli mieć czyste pole do działań na 2 miesiące. Zupełnie nie to było naszą intencją" - odpowiada. I - jak twierdzi - zaczyna zbierać materiały, w międzyczasie wylatuje też do Iranu w bliżej niesprecyzowanych interesach.

"W związku ze zbliżającymi się Świętami życzymy Panu wszystkiego najlepszego. Rozumiem, że w święta Pan nie pracuje, więc skontaktujemy się z Panem zaraz po świętach" - pisze Mateusz tuż przed Wielkanocą.

Od połowy lutego G. i K. prawdopodobnie nie założyli żadnego sklepu, w sieci nie było żadnych spektakularnych ani łudząco podobnych do ich sposobu działania przekrętów. Wielkanocne życzenia są ostatnią wiadomością od Mateusza G. Na kolejne maile i telefony przestał odpowiadać. Nieformalne dwa miesiące na zebranie i przesłanie materiałów minęły.

Co było jego i Rafała K. intencją?

W styczniu Prokuratura Okręgowa w Płocku przedłużyła śledztwo do maja. Być może G. i K. mieli nadzieję, że zostanie umorzone. Nic z tych rzeczy. - Prokurator skierował wniosek o przedłużenie postępowania do listopada. Za pośrednictwem Prokuratury Generalnej zwrócił się też o pomoc prawną do Chin, Tajlandii i USA - mówi Iwona Śmigielska-Kowalska, rzeczniczka płockiej prokuratury. W sprawie wciąż nie postawiono nikomu zarzutów, nie obowiązuje art. 13 ust. 2 prawa prasowego. O bohaterach tej historii można pisać tak: Mateusz Gajdziak i Rafał Krzysztoszek.

10:09, eprzekret
Link Dodaj komentarz »