Jakub Wątor

Napisz do autora:
jakub.wator@agora.pl

RSS


RSS
piątek, 29 maja 2015

z18015852Q,Konkurs_z_butami_New_Balance_do_wygrania___wystarczy

 

Wygrać można warte nawet 700 zł nowe buty New Balance! I nie trzeba nic robić! No, może poza jednym - zapisaniem się do bazy danych osobowych. To sposób działania firmy LeadR.

Sponsorowane posty na Facebooku krzyczą: „Wygraj buty New Balance. 100% oryginalny produkt”. Wyświetlą się zapewne tym, którzy interesują się modą, lubią fanpage ze sportowym obuwiem i chętnie w konkursie wezmą udział. Zwłaszcza, że nie trzeba włożyć w niego wiele wysiłku. Reklama na Facebooku przekierowuje na stronę butyzadarmo.pl. A tam? Trzeba jedynie wybrać płeć, model buta i odpowiedzieć na trzy pytania dotyczące obuwia. Jedno z nich brzmi: „Wyobraź sobie, że możesz mieć tylko jedną parę butów. Jakie byś wybrała/wybrał i dlaczego?”. Pozostaje podać adres e-mail.

Brzmi zachęcająco? Owszem. Wygląda też, jakby buty można było wygrać za darmo. Niestety, w sieci „za darmo” dawno już umarło. Pod tym niewinnym konkursem kryje się LeadR. To - jak czytam na ich stronie - „agencja interaktywna specjalizująca się w realizacji kampanii direct marketingowych”. Tego typu kampanie charakteryzują się ścisłym określaniem grupy docelowej pod kątem zleceniodawcy. Czyli jeśli kampanię zleci producent szczoteczek do zębów, agencja ze swojej bazy danych osobowych wybierze tylko te osoby, które w jakiś sposób szczoteczkami się interesują.

Skąd agencja to wie? Właśnie z takich konkursów, jak ten z nowymi New Balance’ami. Organizowanie konkursu z butami do wygrania to budowanie sobie zaplecza do przyszłych interesów. Zgłosi się do niego setki, jeśli nie tysiące osób zainteresowanych sportowymi, modnymi butami. Jeśli więc w przyszłości do LeadR zgłosi się producent młodzieżowego obuwia, agencja ta będzie już miała gotową bazę danych potencjalnie zainteresowanych takim obuwiem klientów. Oto tajemnica „specjalizowania się w realizacji kampanii direct marketingowych”.

A sam konkurs? Trwa od 6 maja tego roku do 6 maja 2016, a więc zbieranie danych osobowych będzie trwało okrągłe 12 miesięcy. Owszem, buty, można wygrać. Ze wszystkich osób, które zgłoszą się po „buty za darmo”, dostanie je 1 (sł.: jedna) osoba. Nagrodą w trwającym rok konkursie jest jedna para butów. Reszta będzie musiała obejść się smakiem.

Jedynym argumentem na obronę agencji LeadR jest fakt, że nie ukrywa ona swoich intencji. Na stronie butyzadarmo.pl - małym drukiem, ale jednak - widnieje informacja, że to agencja jest organizatorem. Przy podawaniu adresu e-mail jest też klauzula informująca, że internauta zgadza się na otrzymywanie od agencji i jej partnerów (zleceniodawców) informacji handlowych. Czyli innymi słowy: spamu.

Zapytałem agencję LeadR, czy poza zbieraniem danych osobowych, konkurs ma jeszcze jakiś inny cel. Zapytałem też, czy to ich standardowy sposób zbierania danych. Póki co nie doczekałem się odpowiedzi.

Ile to kosztuje? Drodzy nie jesteśmy...

Konkurs z New Balance’ami będzie kosztował agencję LeadR 700 zł - tyle warta jest ta jedna para butów, którą jakiś szczęśliwiec wygra. Do kosztów można ewentualnie doliczyć kilkadziesiąt złotych za wykupienie domeny internetowej. A zyski?

Swego czasu wyciągnąłem z kilku firm (nie było wśród nich LeadR) zajmujących się kolekcjonowaniem danych osobowych informacje o tym, ile te dane kosztują. Cóż, jesteśmy niewiele warci - firmy życzą sobie kilkadziesiąt groszy za pakiet informacji o osobie. Oto przykładowe cenniki, do których dotarłem.

Firma nr 1 chwali się, że ma dane pół miliona osób robiących zakupy w internecie. Ba - firma ta wie nawet, czym konkretnie interesują się te osoby. Chcesz pan bazę e-klientów przykładających szczególną wagę do urody? I chcesz pan im zawracać głowę telefonicznie? Zapychać skrzynkę pocztową na klatce schodowej? Proszę bardzo, oto ceny:


z18015722Q,Cennik_bazy_danych_osobowych___imie__nazwisko__adres

A może wystarczy panu, że im tylko zaspamuje skrzynkę mailową? Kosztuje to tyle:

z18015721Q,Cennik_bazy_danych_osobowych___e_mail

Drogo? Na szczęście rynek jest konkurencyjny, można znaleźć taniej:

z18015812Q,Cennik_bazy_danych_osobowych

Każdy internetowy konkurs, każda zgoda na marketingowe maile przy rejestracji w jakimkolwiek serwisie robi z nas przedmiot handlu. Świadomość, że każdy z nas jest wyceniany na kilkadziesiąt groszy, nie jest chyba zbyt przyjemna, prawda?

z15662280Q,Strona-glowna-YouTube

 

Nagrywanie klientów przez telemarketerów to norma, ale od niedawna problem ma też druga strona. Coraz częściej to pracownicy infolinii są nagrywani i ośmieszani, a potem swoje rozmowy mogą znaleźć w internecie. 

- Osoby płacą po 200-300 zł za kilka gier. Poza tym wprowadzacie mikropłatności. Jest pani poważna w tym momencie? Jeszcze teraz dzwonię i przez 30-minut tej mózgojebliwej muzyki słucham i po to, żeby mi ktoś odłożył słuchawkę?
- Bardzo przepraszam, nie jesteśmy w stanie przewidzieć tego, jak system się zachowa. Czasem mamy problemy na linii.
- Ale rozumie pani, że ja w tym momencie poniosłem stratę czasową i finansową. I kto mi za to zwróci?
- Bardzo przepraszam, ale nie jesteśmy w stanie tego zwrócić. Taka sytuacja, często mamy problemy na linii, to jest niestety system i on jest wadliwy tak, jak każdy.
- Wasze systemy praktycznie wszystkie są wadliwe. Bo kiedy wychodzi Battlefield 3 lub Battlefield 4, to ja kur..a w Fifę nie mogę grać, bo niestety serwery leżą. Jak wychodzą paczki, też ich nie mogę kupić, bo serwery leżą. Uważacie, że to jest normalne?!
- No niestety, rozumiem rozgoryczenie...
- Ale pani rozumie to rozgoryczenie? Po prostu przyjmie pani parę wulgaryzmów na klatę i dalej nic z tym nie zrobi. Może zróbcie jakieś zebranie, może nie pani, bo pani odbiera tylko telefon, ja rozumiem, że nie można tylko na pani wyładowywać frustracji, ale proszę pani, niech pani poinformuje kogokolwiek... Ale oni chyba wiedzą, tak? Kur.., padają im serwery raz na trzy dni. Tak się nie da grać! Ja np. kupiłem trzy Fify w tym roku, ponadto płacę za te pierd...Fifa points i nie mogę, kur..., grać.

To fragment rozmowy pewnego popularnego wśród młodzieży nastolatka z konsultantką telefoniczną firmy EA Sports produkującej gry komputerowe. Chłopiec wrzucił nagranie z tej rozmowy na YouTube. Całość trwa 19 minut i obfituje w jego natarczywe uwagi oraz cierpliwe i grzeczne przepraszanie konsultantki. Nie będę tu linkował tego małolata, by go nie promować. Nagranie obejrzało do tej pory 163 tys. osób. Ponad tysiąc z nich pozostawiło komentarz - większość z nich popiera autora filmu i skarży się na działanie firmy EA Sports.

Na to zjawisko zwrócił uwagę jeden z moich czytelników - pan Grzegorz pracuje „na słuchawce” jako doradca klienta. - Nagminne staje się nagrywanie naszych rozmów przez klientów, którzy następnie takowe nagrania umieszczają na serwisach pokroju YouTube. Najczęściej nie jesteśmy informowani o fakcie nagrywania, a dowiadujemy się o tym dopiero przy przeszukiwaniu serwisów internetowych - mówi. Rzeczywiście, w YouTube wystarczy wpisać frazy „rozmowa z konsultantem”, „rozmowa z infolinią”, by znaleźć kilkadziesiąt takich zapisów rozmów. Jest kilka powodów, by zwrócić uwagę na tego typu nagrania.

Kwestia publikacja danych osobowych

Przepisy w tej sprawie są jasne: publikować takich nagrań bez zgody osoby nagrywanej nie można. Co więcej, w wielu filmikach na YouTube słychać, jak pracownik infolinii przedstawia się, podając swoje imię i nazwisko. A to dodatkowo łamanie Ustawy o ochronie danych osobowych. Osoba wrzucająca do sieci nagranie, publikuje te dane, nie informując o tym jego właściciela.

Każdy, kto czuje, że jego dane osobowe zostały opublikowane bez zgody, może zainterweniować u Generalnego Inspektora Ochrony Danych Osobowych. - Niech taka osoba napisze do nas skargę, a my wyślemy do YouTube pismo z nakazem usunięcia danych osobowych - radzi rzeczniczka prasowa GIODO, Małgorzata Kałużyńska-Jasak. Do tej pory jednak takie wnioski do GIODO nie wpływały.

Jest jednak jeszcze pewien problem - YouTube należy do Google, a Google to firma amerykańska, która pod polską jurysdykcję nie podlega. - YouTube nie jest polskim podmiotem. Wywalczyć u nich, by coś usunęli jest bardzo ciężko - mówi mecenas Paweł Litwiński, ekspert ds. ochrony danych osobowych i prawa nowych technologii. Elżbieta Różalska, odpowiadająca z PR Google w Polsce zapewnia jednak, że „YouTube szanuje prawa lokalne krajów, w których działa, tak samo jest w Polsce”. I pokazuje statystyki: od lipca do grudnia ubiegłego roku Google i YouTube dostały od polskich organów ścigania 455 pism z żądaniem ujawnienia danych użytkowników. Spełnił 31 proc. tych próśb. Dla porównania: w tym samym okresie amerykańskie organy ścigania wystąpiły z 9981 wnioskami o udostępnienie danych. Google i YT spełniły 78 proc. z nich.

Jedyną drogą pozew cywilny

- Rozmowy te mają zazwyczaj charakter prankcall [połączenie z infolinią, którego głównym celem jest robienie sobie z pracownika żartów], nierzadko kończących się obrażaniem konsultanta. Zgłaszamy te nagrania do administratorów YouTube, jednak często otrzymujemy odpowiedź, iż nasze dobra nie zostały w żaden sposób naruszone i filmy nie zostają usunięte - mówi pan Grzegorz.

Na takie sytuacje według mecenasa Pawła Litwińskiego sposób jest tylko jeden: złożenie pozwu cywilnego o naruszenie dóbr osobistych. - Ale punktem wyjścia jest to, czy wiadomo, kim jest osoba nagrywająca, czy mamy jej dane. Wtedy można wystąpić do sądu o nakaz zaprzestania rozpowszechniania tego filmiku i osoba, która go nagrała musi go usunąć ze swojego konta. Oczywiście nie znaczy, że nigdzie indziej w sieci nikt go nie skopiował. Jeśli natomiast nie wiemy, kto nas nagrywał, to YouTube raczej nam danych tej osoby nie udostępni, a wtedy nic w sądzie nie wskóramy - mówi prawnik.

YouTube trzyma się swojego regulaminu

Elżbieta Różalska tłumaczy, że głównym kryterium oceny, czy coś usunąć czy nie, jest regulamin YouTube. W sprawach dotyczących naruszania prywatności regulamin YouTube mówi, że treść zostanie usunięta, jeśli zgłaszająca naruszenie osoba jest „jednoznacznie rozpoznawalna po wyglądzie, głosie, imieniu i nazwisku, numerze PESEL, numerze konta bankowego lub informacjach kontaktowych (np. adresie domowym, adresie e-mail)”. Dalej w regulaminie można przeczytać: „Przy podejmowaniu decyzji o usunięciu treści za naruszenie prywatności bierzemy też pod uwagę interes publiczny, zainteresowanie mediów i społeczne przyzwolenie. YouTube zastrzega sobie prawo do podejmowania ostatecznej decyzji w kwestii tego, czy nastąpiło naruszenie naszych wytycznych dotyczących prywatności”.

Serwis tłumaczy też, co oznacza sformułowanie „jednoznacznie identyfikowalny”: „w filmie musi być wystarczająco dużo informacji, by inni mogli Cię rozpoznać. To, że możesz rozpoznać siebie na filmie, nie oznacza jeszcze, że mogą to zrobić inni. Na przykład imię bez dodatkowego kontekstu czy przelotne ujęcie prawdopodobnie nie kwalifikują się jako umożliwiające jednoznaczne rozpoznanie”.

- Wszystkie filmy oflagowane [oznaczone jako mogące naruszać regulamin] przez użytkowników i wszystkie wnioski zlożone przez internautów są weryfikowane. Nasz zespół zajmujący się tym pracuje 24 godziny na dobę. Jeśli faktycznie zasady są naruszone, materiał jest zdejmowany - mówi Różalska. Zgłoszenia te sprawdzane są - jak informuje Elżbieta Różalska - także przez „osoby polskojęzyczne”.

Dokładne procedury składania formularza z prośbą o usunięcie materiału z YouTube dostępne są tutaj.

Tagi: YouTube
13:57, eprzekret
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 18 maja 2015

Nowi przedsiębiorcy nie mogą przestać być czujni. Rejestru udające Centralną Ewidencję i Informację o Działalności Gospodarczej działają w najlepsze. A prokuratura nic z nimi nie robi.

Centralna Ewidencja Działalności Gospodarczej i Firm (CEDGiF), Rejestr Działalności Gospodarczych i Firm (RDGiF), Ogólnopolska Ewidencja Firm i Przedsiębiorstw (OEFiP) - tego typu firmy nieustannie się mnożą i próbują naciągać na opłaty przedsiębiorców. Narażeni są szczególnie ci, którzy dopiero co założyli działalność. Firmy-wyłudzacze próbują podszyć się pod rządową Centralną Ewidencję i Informację o Działalności Gospodarczej, wyszukują w publicznych rejestrach przedsiębiorstw te nowo powstałe i wysyłają im listownie nakazy zapłaty po kilkaset złotych. To przykład listu od CEDiG:

z16040766Q,Centralna_Ewidencja_Dzialalnosci_Gospodarczych_i_Firm

A tu od OEFiP:

z17939600Q,Ogolnopolska_Ewidencja_Firm_i_Przedsiebiorstw__OEFiP_

Naciągacze liczą, że nowi przedsiębiorcy nie znają jeszcze na tyle dobrze prawa, mają mnóstwo papierkowej roboty i nie zorientują się, że płatny wpis do rejestru nie jest obowiązkowy. A może po prostu - że pomylą go właśnie z wpisem do rządowej CEIDG.

Do walki z podszywającymi się pod niego firmami postanowił stanąć pewien przedsiębiorca ze Szczecina. Na wszystkie trzy wymienione wyżej firmy złożył doniesienie. Kilka tygodni później niemiło się zaskoczył - Prokuratura Rejonowa Warszawa-Śródmieście odmówiła wszczęcia dochodzenia. „Uiszczenie opłaty rejestracyjnej stanowi ofertę handlową, której donoszący nie był zobligowany dokonywać. Mając powyższe na uwadze należało odmówić wszczęcia dochodzenia w niniejszej sprawie wobec braku ustawowych znamion czynu zabronionego” - napisała w uzasadnieniu prokurator Iwona Gromadzka.

- Oczywiście zaskarżyłem tę decyzję - mówi mój czytelnik, który chce pozostać anonimowy. „Mamy do czynienia z próbą wyłudzenia, manipulacją i procederem o charakterze ciągłym szkodzącym i mogącym narazić na przestępstwo wiele osób prowadzących działalność gospodarczą” - napisał w piśmie do prokuratury. Wysłał je jeszcze w grudniu ubiegłego roku. Od tamtego czasu... nic się nie zmieniło, nie dostał żadnej odpowiedzi.

Działanie prokuratury pokazuje jedno: że ludzie podszywający się pod rządowy CEIDG są bezkarni. To nic, że wysyłają list do złudzenia przypominający urzędowe pismo. To nic, że dołączają do niego gotowy blankiet pocztowy do opłacenia. To nic, że nowi przedsiębiorcy mogą nie znać jeszcze wszystkich obowiązkowych opłat i wpisów, więc opłacą i ten. Dla prokuratury ważne jest, że gdzieś tam z tyłu listu od podszywających się małym druczkiem napisano: to jest oferta handlowa.

Dlatego warto jeszcze raz wyraźnie przypomnieć: jedynym rządowym rejestrem jest Centralna Ewidencja i Informacja o Działalności Gospodarczej (CEIDG). I wpis do niej jest zawsze bezpłatny. Wszystkie inne rejestry to zwykłe firmy próbujące wyciągnąć pieniądze od nieświadomych ludzi.

Tagi: Przekręty
15:32, eprzekret
Link Dodaj komentarz »