Jakub Wątor

Napisz do autora:
jakub.wator@agora.pl

RSS


RSS
środa, 27 sierpnia 2014

Wspólnymi siłami się udało! Do "Wyborczej" dołączył między innymi "Newsweek", Polsat i TVN - nie mówię, że to tylko zasługa mediów, ale na pewno prokuratura nie odpuszczała tematu i w końcu są wieści! Krzysztof H. został zatrzymany, osadzony w areszcie na 3 miesiące i usłyszał zarzuty próby wyłudzenia pieniędzy! Więcej poniżej w moim tekście do "Gazety":

Wygląda na to, że bezkarność H. dobiegła końca. W poniedziałek został zatrzymany i doprowadzony do Prokuratury Okręgowej w Warszawie, a we wtorek usłyszał zarzuty. Prokurator zarzuca mu, że usiłował wyłudzić co najmniej 529 890 zł od co najmniej 341 osób. Pieniądze udało mu się wyłudzić od co najmniej trzech osób na kwotę 1792 zł.

Robił to „za pomocą wprowadzenia pokrzywdzonych w  błąd co do warunków zawarcia umowy i dostępu do płatnej sekcji serwisu o adresie http://lege-artis.edu.pl, przy wykorzystaniu przesyłanych za pośrednictwem poczty elektronicznej wiadomości e-mail, wskazujących na rzekomą konieczność ich otwarcia”.

Krzysztof H. złożył wyjaśnienia, ale nie przyznał się do winy. W środę Sąd Rejonowy dla Warszawy-Mokotowa zastosował wobec niego trzymiesięczny areszt. Grozi mu do 10 lat więzienia.

 

wtorek, 26 sierpnia 2014

plikostrada jakub wątor

Już drugi rok w sieci szaleje kolejny serwis zachęcający do ściągania plików - Plikostrada.pl. Działa pomimo ponad setki postępowań prowadzonych w ich sprawie.

Mechanizm jest identyczny, jak w przypadku bardzo głośnego niegdyś serwisu Pobieraczek. Internauci zachęceni możliwością darmowego ściągania plików (filmy, programy, gry, muzyka etc.) rejestrują się na nim, podając swoje dane osobowe. W większości przypadków nie czytają regulaminu, w którym mowa o opłatach - od 96 do 240 zł miesięcznie. Nie spodziewają się nawet tego, bo Plikostrada reklamuje się ofertą darmowych pierwszych 14 dni usługi.

Po mniej więcej trzech tygodniach do internautów przychodzą pierwsze faktury - mailem lub listownie - z wezwaniami do zapłaty. Wtedy dopiero orientują się, że popełnili błąd, mimo że w rzeczywistości w ten błąd zostali nieświadomie wprowadzeni. Potem przychodzą kolejne listy i wezwania, również przedsądowe. Osób, które się na to nabrały są już dziesiątki tysięcy. Część zapewne zapłaci, ale część wcale tego robić nie chce i zamierza walczyć.

Obecnie toczy się około stu postępowań przeciwko właścicielom serwisu Plikostrada - firmie Smart Tech Connect Ltd. - Dotyczy to przede wszystkim przestępstwa oszustwa, bo w takim charakterze jako ofiary zgłaszają się do nas poszczególne osoby - mówi rzecznik prasowy Komendanta Głównego Policji Mariusz Sokołowski w rozmowie z telewizją TTV. Sokołowski dodaje, że właściciele serwisu nie odpowiadają na wiadomości od policji.

Nie odpowiadają, bo... siedzibę mają w Dubaju, a ze Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi Polska nie ma żadnych umów międzynarodowych w kwestii ścigania przestępców. Dlatego też - o ile w przypadku Pobieraczka było łatwiej, bo siedzibę mieli w Polsce - utrudnione jest tropienie sprawców. Mimo to Plikostradą zajmuje się także Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów.

Co robić, gdy już damy się nabrać na sprytny trik Plikostrady? Najlepiej ignorować wezwania do zapłaty oraz zgłosić sprawę na policji lub właśnie do UOKiK, ewentualnie do lokalnego miejskiego rzecznika konsumentów.

Właściciele tego typu serwisów bazują na ludzkiej naiwności i strachu. Najpierw kuszą ich atrakcyjnymi ofertami internetowymi, a potem straszą sądami i żądają opłat wynikających z pokrętnie napisanych regulaminów. Zwykle jednak internauci nie są pozywani do sądu, bo właściciele podejrzanych serwisów doskonale wiedzą, że przegraliby w nich z kretesem. Przykładem tego może być choćby wspomniany już Pobieraczek. Nie dość, że firma-właściciel tego serwisu dostała karę (i przegrała odwołanie w sądzie) od UOKiK w wysokości 240 tys. zł, to niedawno dobrali jej się do skóry także wściekli internauci. W gdańskim sądzie tydzień temu rozpoczął się proces przeciwko właścicielom Pobieraczka. Pod pozwem zbiorowym podpisało się... ponad 600 osób z całej Polski.

Przy okazji zachęcam do obejrzenia materiału TTV/TVN24 o innych przekręciarzach - Mateuszu G. i Rafale K., właścicielach Retrobuta - w którym wypowiadam się na temat tej sprawy (klik w obrazek):

Jakub Wątor

 

Czy w Polsce można się nieuczciwie dorobić majątku, a potem pławić w luksusach na drugim końcu świata i śmiać się w twarz pokrzywdzonym i prokuraturze? Można.

Jakieś sześć lat temu Mateusz G. i Rafał K. zaczęli od pojedynczych oszustw na Allegro. Pokrzywdzeni skarżyli się policji. Co zdarzało im się słyszeć? Czy jest sens składać zeznania, "to przecież jakieś drobne kwoty".

Potem G. i K. rozwinęli skrzydła i dziś po sześciu latach działalności mają na swoim koncie ponad 100 tys. pokrzywdzonych. A ci słyszą, że pieniędzy szybko nie odzyskają, bo trwające od 2012 r. śledztwo w Prokuraturze Okręgowej w Płocku się ślimaczy. Prokuratura nawet nie wie, gdzie G. (rocznik 1987) i K. (1988) przebywają. Podejrzani wcale tego nie ukrywają. Po publikacji mojego artykułu sami zadzwonili do mnie w lutym z Hongkongu i zapraszali do siebie, by wyjaśnić, że nie są tacy źli, jacy są. "Oczywiście przelot, kwatera i wszystko na nasz koszt". Oczywiście, w końcu ich stać. Pieniądze mają całkiem spore.

Dorobili się nie tylko na Allegro, ale też na sklepach internetowych: Etrykot.pl, Pilkasklep.pl, 66procent.pl, 66prezent.pl i Retrobut.pl. Ile? Według szacunków ich dawnego wspólnika może to być nawet 20 mln zł. Wystawiali na sprzedaż atrakcyjne towary po niskich cenach. Po otrzymaniu wpłaty wysyłali klientom zamiast markowych ubrań i butów chińskie podróbki. To nie przypadek, że G. i K. ukrywają się właśnie w Chinach. Nasi śledczy nie mają umów o współpracy z tym krajem, więc na razie dwaj młodzi "biznesmeni" mogą po nim swobodnie podróżować. Podobnie jak po większości krajów azjatyckich.

A prokuratura, owszem, musi przesłuchać wszystkich pokrzywdzonych. Już przesłuchała ponad 90 tysięcy, w kolejce czeka jeszcze kilkanaście tysięcy. Cóż, że wszyscy opowiadają tę samą historię: zamówiłem, zapłaciłem, towaru nie dostałem albo dostałem podróbkę. Racja, procedur trzeba przestrzegać i wszystko musi potrwać. Ale dziś G. i K. zapewne żałują, że nie oszukali więcej osób - przesłuchania trwałyby jeszcze dłużej.

Hola, hola, przestrzega rzecznik płockiej prokuratury - okres przedawnienia przestępstw, których się dopuścili, wynosi aż 25 lat, więc "z całą pewnością ich działania zmierzające do uniknięcia odpowiedzialności okażą się bezskuteczne". A dla mnie wygląda to tak: jeszcze przez jakieś 22 lata G. i K. będą się śmiali w twarz polskim śledczym. A potem będą spać spokojnie.

Niestety, to nie brawura. To cyniczne i wyrachowane myślenie - skoro prokuratura przez tak długi czas nawet nie postawiła nikomu zarzutów, to nie ma się czego bać. Skoro można zarobić grube miliony i być bezkarnym, to może warto zaryzykować. Dziś w sieci przybywa podobnych do retrobutu sklepów, przybywa też pokrzywdzonych klientów. Tylko winnych nie ma.

O Mateuszu G. i Rafale K. opowiadałem ostatnio także na antenach TTV ("Blisko ludzi") i TVN24 ("Dzień po dniu"). Zapraszam do oglądania, wystarczy kliknąć w poniższy obrazek.

retrobut jakub wątor

Tagi: Przekręty
12:38, eprzekret
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 14 sierpnia 2014

Szalejący ostatnio w sieci Krzysztof Habiak, który wyłudza pieniądze od przedsiębiorców, cały czas czuje się bezkarny. Ale są na niego sposoby - potrzeba tylko mobilizacji wielu internautów.

„Dlaczego ta strona jeszcze działa? Jak on może zakładać nowe strony, skoro na poprzednich oszukał tylu ludzi? Czemu nikt nie reaguje, przecież to jawne oszustwo?” - takie pytania padają z ust setek, jeśli nie tysięcy osób, które padły ofiarą działań Krzysztofa Habiaka. Opisywałem jego "działalność" już kilkukrotnie. 

Naciągani przez niego przedsiębiorcy trafiają na stronę oszusci.org. Niedawno założył kolejny pseudoserwis - alerty24.netOczywiście zamiast płacić za pseudoumowę podpisaną w wyniku wprowadzenia w błąd, lepiej zgłosić sprawę na policję. Zanim jednak śledztwo dobiegnie końca i strona sądowym nakazem zostanie zamknięta, można wziąć sprawy w swoje ręce.

Teoretycznie nakaz zablokowania strony internetowej może wydać sąd, ale są na to i inne sposoby. Na przykładzie strony oszusci.org wyjaśnia to Michał Fedorowicz z agencji ochrony Apostołowie Opinii. Adres oszusci.org zarejestrowany jest w japońskim Tokio, zaś serwer znajduje się w stolicy Malezji - Kuala Lumpur i należy do firmy AS Piradius.

- Na pewno trzeba działać w trójkącie: Piradius, NASK/CERT Polska i Google. Na początek trzeba się skontaktować z Piradiusem. Z doświadczenia wiemy, że serwerownie pomagają w takich przypadkach - podpowiada Michał Fedorowicz. Oszukani internauci powinni wysłać mail na adres abuse@piradius.net z dokładnym opisem kwestii publikacji zdjęć i danych i samego oszustwa na stronie oszusci.org. Im więcej takich zgłoszeń, tym serwerownia szybciej zareaguje.

Drugim krokiem jest zgłoszenie do CERT Polska (zespół działający w strukturach Naukowej i Akademickiej Sieci Komputerowej), który ma za zadanie chronić internautów przed stronami naruszającymi ich prawo i bezpieczeństwo. Strony zgłaszać można pod tym linkiem, a w przypadku oszusci.org jako powód należy wybrać „oszustwa komputerowe”. - CERT Polska jest kluczem do rozwiązania sprawy. Jeśli uda się zebrać twarde dowody, rozpocznie operację zdjęcia domeny - mówi Michał Fedorowicz. Twarde dowody to kwestia godzenia w wizerunek pokrzywdzonych oraz brak weryfikacji przy dodawaniu „oszusta”, co jest łamaniem polskiego prawa.

Trzeci krok równie ważny dla każdego z pokrzywdzonych internautów to zgłoszenie sprawy do Google i prośba o usunięcie strony z informacją o rzekomym długu z wyników wyszukiwania. Należy to zrobić pod tym linkiem.

Aby stronę z przekrętem internetowym zablokować, konieczni są pokrzywdzeni - dlatego tak ważne jest, by sprawę zgłosiło jak najwięcej osób. Zwłaszcza, że nie jest to nic skomplikowanego.

UWAGA! Jeśli ktoś będzie potrzebował dodatkowej pomocy w związku z działalnością Krzysztofa Habiaka i jeśli ktoś czuje się przez niego pokrzywdzony, to Michał Fedorowicz oraz agencja Apostołowie Opinii zadeklarowali się, że pro bono pomogą każdemu, kto zgłosi się w tej sprawie. Kontaktować można się pod adresem michal@apostolowieopinii.com lub telefonicznie: 512-685-401.

 

Prokuratorzy zaczynają się poddawać. Pierwsza sprawa związana z wielkim oszustwem w sklepie internetowym Retrobut właśnie została zawieszona. Powód - bez G. i K. nie można jej kontynuować. A przebywają oni cały czas w Azji.

Mateusz G. i Rafał K. założyli kilka sklepów internetowych między innymi: 66procent.pl, 66prezent.pl i retrobut.pl. Wystawiali na nich oferty towarów znanych marek - głównie butów, ale także koszulek czy bluz - po bardzo atrakcyjnych cenach. Skusiły się na to tysiące internautów - zamawiali buty czy ubrania, wpłacali pieniądze, ale mimo mijających tygodni nie widzieli ani towaru, ani zwrotu pieniędzy. W ten sposób, za pośrednictwem Allegro i kilku sklepów internetowych, nabrało się ponad sto tysięcy osób.

Trudno obliczyć, ile dokładnie mogli wyłudzić pieniędzy dwaj mężczyźni z warszawskiego Tarchomina, bo nie wszyscy oszukani zgłosili się do policji czy prokuraturę. Wiadomo jednak, że na przykład w „sklepie” 66procent.pl w samym tylko listopadzie 2012 roku zdążyli „sprzedać” towary za niemal 7 mln zł. W styczniu w rozmowie z „Wyborczą” jeden z byłych współpracowników G. i K. szacował ich łączne obroty ze wszystkich oszustw na około 20 mln zł.

Główne śledztwo w ich sprawie toczy się w prokuraturze płockiej od prawie dwóch lat, ale efekty nie powalają. Wobec Rafała K. i jego oszustw na Allegro toczą się też inne postępowania - między innymi w Prokuraturze Rejonowej w Świdniku. I to właśnie ta prokuratura zawiesiła niedawno całe dochodzenie. Powód? Jak pisze w uzasadnieniu prokurator Michał Jakubczyk, aby móc postępowanie kontynuować, konieczny jest w nim osobisty udział K. - Chodzi o zaznajomienie podejrzanego z aktami śledztwa. To konieczne na koniec postępowania karnego i dopóki podejrzany się z nimi nie zaznajomi, to śledztwa nie można zakończyć - wyjaśnia prokurator Beata Syk-Jankowska, rzeczniczka prasowa Prokuratury Okręgowej w Lublinie, pod którą podlega prokuratura świdnicka. A K. w Polsce nie ma, „prawdopodobnie przebywa na terytorium Chin w Hongkongu” i śledczy nie mają możliwości go zatrzymać. I to pomimo tego, że inna prokuratura - Okręgowa w Płocku - wysłała nawet pisma z prośbą o pomoc do Chin, Tajlandii i Stanów Zjednoczonych (w dwóch pierwszych z tych krajów G. i K. najczęściej przebywali w ostatnich latach, w USA z kolei znajdowała się część serwerów, z których korzystali w swej działalności internetowej).

Żadnej z prokuratur nie udało się jeszcze z nimi skontaktować i też nie sposób ich zatrzymać bez pomocy tamtejszej policji. G. dzwonił do niżej podpisanego dziennikarza „Wyborczej” w lutym tego roku. Przebywał wtedy w Hongkongu i obiecywał przesłać materiały dotyczące dokonanych przez niego oszustw oraz ujawniające, kto jeszcze był w nie zamieszany. Materiałów jednak nie przesłał i zaprzestał kontaktów. Według naszych informacji ani jeden, ani drugi nie był w Polsce od ponad roku.

Prawdopodobnie liczą na to, że prokuratury umorzą lub zawieszą wszystkie toczące się w związku z ich działalnością postępowania. I choć rzeczywiście zaczyna tak się dziać, to najważniejsze z nich - prowadzone przez prokuraturę w Płocku - wciąż jest w toku. Przesłuchano w nim już ponad 90 tysięcy osób. Tu jednak G. i K. nie mają nawet postawionych zarzutów, choć jak zapewnia płocki prokurator okręgowy Waldemar Osowiecki, to się ma niedługo zmienić. - Prokurator oczekuje na opinie z zakresu badań komputerowych i po uzyskaniu tych stosownych dokumentów z pewnością podejmie już decyzje co do ewentualnego przedstawienia zarzutów - mówił w zeszłym tygodniu Osowiecki w rozmowie z TVN24. I dodał, że „nastąpi to już w niedługim czasie”.

 

Tagi: Przekręty
14:21, eprzekret
Link Dodaj komentarz »

Pseudoprawnik, który ostatnio próbował naciągnąć przedsiębiorców na opłaty w serwisie lege-artis.edu.pl, znów wysyła podejrzane maile. Tym razem próbuje wyłudzić pieniądze za pomocą strony alerty24.net.

Mechanizm jest ten sam, co przy lege-artis.edu.pl - przedsiębiorcy dostają maile z intrygującym i niepokojącym tytułem. „Krzysztof! Do jasnej cholery! Jest mi przykro!”, „Leszek! Do jasnej cholery! Jestem naprawdę wkurzony!” - to tylko dwa z przykładowych tytułów mail, jakie dostali nasi czytelnicy. Maile przychodzą z różnych adresów, głównie z: prawo-media.pl i prawnik365.com.pl. Dalej, w treści maila jest krótkie zdanie (np. „Domagam się o komentarz”) i link do strony internetowej alerty24.net. Jest on jednak tak skonstruowany, że po domenie pojawia się imię i nazwisko oraz nazwa danej firmy.

W taki link większość zaniepokojonych odbiorców z pewnością kliknie. Po wejściu w niego- podobnie jak w lege-artis.edu.pl - wyświetla się „polityka cookies”, która w rzeczywistości - przynajmniej w mniemaniu Krzysztofa Habiaka, założyciela strony - jest umową. Gdy internauta kliknie akceptację polityki cookies, jest już przez Habiaka „złapany” - dostaje maila z umową i nakazem zapłaty określonej kwoty za „abonament” za korzystanie ze strony alerty24.net. Kwoty są różne - od kilkudziesięciu złotych do kilku tysięcy.

Powtórka z rozrywki

To kolejna odsłona działalności Krzysztofa Habiaka, który ma już na swoim koncie wyroki za oszustwa internetowe. Niedawno opisywałem stronę lege-artis.edu.pl, na której wyłudzał pieniądze w identyczny sposób - nabrać na to dali się między innymi Krzysztof Ibisz i Piotr Rubik, ale i tysiące anonimowych przedsiębiorców. Tych, którzy nie chcieli płacić, Habiak wpisywał na stronę oszusci.org i straszył wpisem do Krajowego Rejestru Długów. Na szczęście KRD szybko zareagował i zerwał umowę z Habiakiem. Sam oszust jest jednak wciąż bezkarny. Mimo, że toczy się przeciwko niemu sprawa i mimo że ma już na swoim koncie wyroki, zakłada kolejne strony. Jeśli ktokolwiek dostanie od niego maila, nie należy klikać w link w nim zawarty - wtedy bowiem Habiak zacznie nękać właśnie nakazami zapłaty czy groźbami wpisania do wirtualnych rejestrów długów, które sam zakłada.

 

10:20, eprzekret
Link Dodaj komentarz »