Jakub Wątor

Napisz do autora:
jakub.wator@agora.pl

RSS


RSS
poniedziałek, 24 sierpnia 2015

z18621694Q,ale_gratka_com

Od początku wakacji dostałem kilkadziesiąt maili od czytelników, którzy dali się na to złapać. Schemat jest prosty: do osób chcących sprzedać lub wynająć mieszkanie, dzwoni „miła pani” i proponuje skorzystanie z usług serwisu ale-gratka.com. Oddajmy głos panu Janowi: - Pani mówiła w taki sposób, że byłem pewien, że chodzi o alegratka.pl [znany serwis ogłoszeniowy]. Nie poinformowała mnie o przyszłych kosztach ogłoszenia.

Inna czytelniczka, pani Iza dodaje: - Mąż nękany telefonami od przedstawicielki serwisu dał się namówić na darmowe ogłoszenie w ramach ich portalu i oczywiście w chwili obecnej otrzymuje wezwania do zapłaty. Jest też straszony sądem oraz wpisem do rejestru dłużników.

I pani Wioletta: - Straszą mnie sądem, komornikiem, a dług mi rośnie z godziny na godzinę. Nawet nie jestem w stanie się z nimi skontaktować. Możliwe jest to jedynie za pomocą maila. Nikt ze mną nie chce rozmawiać. Regulamin jest skomplikowany, a ja nawet nie mogę zweryfikować, czy to ogłoszenie zostało w ogóle gdziekolwiek umieszczone.

Ogłoszeniowa podróbka

Co oferuje serwis? Publikację ogłoszenia przez trzy miesiące na największych portalach ogłoszeniowych w Polsce. Wszystko za darmo, skuteczność - ma być bardzo wysoka. „Portal ale gratka jest miejscem, gdzie w prosty i innowacyjny sposób dodasz swoje ogłoszenie o sprzedaży, najmie lub dzierżawie nieruchomości, a co najważniejsze zupełnie BEZPŁATNIE!” - czytamy w mailu (pisownia oryginalna). Przez telefon konsultanci oczywiście nie wyjaśniają, że nie dzwonią z alegratka.pl - popularnego serwisu ogłoszeniowego należącego do Grupy Polska Press (właściciel kilkudziesięciu lokalnych dzienników - m.in. „Głosu Wielkopolskiego”, „Echa Dnia” oraz portalu ogłoszeniowego gratka.pl), lecz z jego podróbki - ale-gratka.com. W grudniu ubiegłego roku, pisałem o tym serwisie. Wtedy widniał pod adresem ale-gratka.pl. Teraz zmienił jedynie domenę na .com, a cała reszta, łącznie z wyglądem, pozostała taka sama. Również schemat naciągania internautów był identyczny.

Choć przez telefon konsultanci zapewniają, że oferta jest bezpłatna, w mailu i na stronie dużymi literami krzyczą hasła „bezpłatnie” i „za darmo”, to oczywiście jest tu haczyk. W jednym z punktów długiego regulaminu widnieje informacja, że po trzech miesiącach usługa automatycznie zostaje przedłużona (chyba że klient sam złoży odpowiednio wcześniej wypowiedzenie) i jest już płatna - 490 zł miesięcznie. Klienci dowiadują się o tym zwykle właśnie w momencie automatycznego przedłużenia. I są w szoku, bo przecież wcześniej ze wszystkich stron bombardowani byli informacjami, że wszystko jest za darmo.

Gdzie tu szwindel?

W zasadzie to... wszędzie ;-) Muszę przyznać, że właściciele ale-gratka.com mają nie lada tupet. W zeszłym roku mogli sobie jeszcze naciągać ludzi, bo istniały stare przepisy. Teraz jednak - a dokładniej od 26 grudnia - wszystkich obowiązuje już nowa ustawa konsumencka. Pisaliśmy o niej w „Wyborczej” nie raz - zmieniło się wiele, jeśli chodzi o zakupy na odległość, czyli także przez internet. Pisaliśmy o niej w „Wyborczej” nie raz - np. tutaj tłumaczyłem, co się zmieni, jeśli chodzi o zakupy na odległość, czyli także przez internet.

I ci, którzy stoją za serwisem ale-gratka.com, tę ustawę naginają wielokrotnie. Oto kilka przykładów.

Ustawa: Przedsiębiorca ma obowiązek poinformować klienta przed podpisaniem umowy o wszystkich swoich danych, adresie prowadzenia działalności, zasadach reklamacji, łącznej cenie usługi (lub towaru), sposobie i terminie płatności, prawie odstąpienia od umowy itd. itp.

Ale-gratka.com: Konsultanci przez telefon nie podaje zasad reklamacji, ani łącznej ceny usługi i pozostałych informacji. Przeciwnie - twierdzą, że usługa jest bezpłatna. Nawet się nie zająkną o tym, co się dzieje po trzech miesiącach korzystania z niej.

Ustawa: Przedsiębiorca musi o tym wszystkim poinformować w sposób jasny, widoczny i czytelny.

Ale-gratka.com: Wystarczy wejść na tę stronę, by przekonać się, że nigdzie jasno nie jest napisane o płatności usługi. Informacja ta jest schowana gdzieś głęboko w regulaminie.

Ustawa: Wszystkie te informacje muszą być zawarte na trwałym nośniku - na papierze, w e-mailu, sms-ie - tak, by mieć do nich dostęp w przyszłości i by dało się je odtworzyć w niezmienionej postaci. Uwaga - strona internetowa nie jest trwałym nośnikiem!

Ale-gratka.com: Serwis twierdzi, że akceptacja regulaminu i rejestracja na stronie internetowej jest równoznaczna z podpisaniem umowy. Nie jest.

A co na to prawnik?

Powyższą analizę sporządziłem sam, studiując sobie jeszcze raz ustawę konsumencką. Zapytałem jednak także prawnika, co poradziłby osobom, którym ale-gratka.com zawraca głowę i straszy. Radzi mecenas Jakub Tersa z Tersa Głowiński Szlas DGMT Konsorcjum Radców Prawnych i Adwokatów:

Najbardziej oczywista, ale chyba najmniej skuteczna metoda rozwiązania tego problemu to metoda ugody z samym właścicielem serwisu ale-gratka.com. Oczywiście zawsze możemy po prostu nie płacić, spokojnie czekać na pozew cywilny, a przed sądem udowodnić, że zostaliśmy oszukani, wprowadzeni w błąd albo po prostu nie doszło do zawarcia umowy. Bo to ostatnie jest przecież bardzo wątpliwe, jeśli weźmiemy pod uwagę nową ustawę konsumencką. Tych samych argumentów możemy użyć, jeśli zapłaciliśmy i występujemy sami z pozwem cywilnym, by odzyskać pieniądze. Jest też możliwość złożenia zawiadomienia o podejrzeniu popełnienia przestępstwa oszustwa, bo przecież jesteśmy wprowadzeni w błąd, myślimy, że coś jest bezpłatne, a w praktyce trzeba za to płacić. No i można zawsze wybrać się do lokalnego rzecznika konsumentów. Może on zapytać przedsiębiorcę o daną sprawę i to często odnosi skutek. Z doświadczenia wiem, że jeśli taki przedsiębiorca dostanie kilka pytań od lokalnych rzeczników konsumentów, to trochę ostudzi jego zapał i przestanie naginać prawo. A jeśli rzecznik konsumentów zwraca się do przedsiębiorcy i widzi, że coś tu nie gra, to zwykle kończy się to zawiadomieniem samego prezesa Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. A wszczęcie postępowania przez prezesa UOKiK-u to już przecież bardzo poważna sprawa. Natomiast z całą pewnością nie jest dobrym pomysłem publiczne zniechęcanie innych do korzystania z usług takiej osoby czy serwisu. Takie działania są sprzeczne z prawem. Nie możemy wszem i wobec informować wszystkich, że ta osoba to przestępca, póki nie zapadł wyrok sądu.

 W sprawie wypowiedziała się dla nas także Joanna Pazio, rzeczniczka prasowa Grupy Polska Press. Grupa zna problem fałszywych serwisów od dawna. - Mimo naszej woli spływa na nas odium związane z działalnością ww. serwisów, co ewidentnie stanowi o tym, że jesteśmy niezasłużenie kojarzeni z tymi serwisami, a owe serwisy - z nami. Okazuje się, że występują liczne przypadki gdy klienci serwisu Ale-gratka.com czy alegratka.eu [kolejna fałszywa strona] myślą, że mają do czynienia ze znanym serwisem ogłoszeń drobnych Alegratka.pl - przyznaje Pazio. Dodaje, że Polska Press podejmuje „wszelkie możliwe kroki w granicach przepisów obowiązującego prawa”.

 

Tagi: Przekręty
15:06, eprzekret
Link Komentarze (1) »