Jakub Wątor

Napisz do autora:
jakub.wator@agora.pl

RSS


RSS
piątek, 06 lutego 2015

tanieaukcje1

Atrakcyjny sprzęt elektroniczny w szokująco niskiej cenie! I tylko kilka minut do końca aukcji! Skąd ja to znam... ;)

Na serwis TanieAukcje.com jako pierwszy zwrócił mi uwagę Pan Mariusz, za co mu dziękuję. Serwis w pierwszej chwili może mocno kusić, ale wystarczy kilka minut, by przekonać się, że jest to gra nie warta świeczki. Działa to tak: wystawiany jest atrakcyjny sprzęt elektroniczny za złotówkę oraz rozpoczyna się odliczanie czasu do końca aukcji. Internauci podbijają stawkę i wygrywa ten, który podbije jako ostatni. Teoretycznie: im mniej podbijających, tym cena niższa, ale też im bliżej końca aukcji, tym trudniej, by... się ona zakończyła. Można licytować i licytować, ale w końcu coś kupić bardzo ciężko. Co chwilę bowiem ktoś stawkę podbija, a gdy tak się dzieje, do zegara doliczane jest kilka-kilkanaście sekund. Jeśli ktoś podbiję cenę na sekundę przed zakończeniem aukcji, zegar się aktualizuje i do końca aukcji jest już 10 sekund. Gdy wtedy ktoś podbije, do końca jest już 18 sekund. Itd. itp.

Cena jest podbijana zwykle o 10-20 groszy. Można więc pomyśleć: kwota niewielka, a w końcu będę pierwszy, wystarczy tylko pilnować aukcji. To nie takie proste. W TanichAukcjach płatne jest bowiem nawet podbijanie ceny! Nie można ot tak - jak na innych portalach aukcyjnych, np. Allegro - wziąć udział w licytacji. Trzeba najpierw wykupić tzw. BID-y. To nic innego, jak żetony uprawniające do gry. Jeden BID - jedno podbicie stawki. I teraz najciekawsze. Cennik wygląda tak:

z17368828Q,Tabela_oplat_za_zetony_w_TanieAukcje_comJeśli kupujemy 10 BID-ów, za jednego zapłacimy 50 groszy. Jeśli 500 BID-ów - 44 grosze. A w licytacjach podbijamy o 10-20 groszy. Już tu jesteśmy więc stratni co najmniej dwa razy tyle! Oczywiście można podbić za więcej, ale wtedy i cena towaru stanie się wyższa, a przecież chcemy kupić towar jak najtaniej. Wnioski nasuwają się same, prawda?

A teraz jeszcze kilka kwiatków z regulaminu.

Zacznijmy od organizatora tej „imprezy” - to spółka Auctions Holding, siedzibę ma - a jakże - na Cyprze. I w razie jakichkolwiek sporów, rozstrzygał je będzie sąd cypryjski. Spółka ta sama gubi się w swoim regulaminie. W 6 punkcie 2 paragrafu bezwzględnie łamie polską ustawę o prawach konsumenta: „w ciągu 10 dni od zawarcia umowy [czyli rejestracji w serwisie] użytkownik może od niej odstąpić bez podania przyczyny (...)”. Ustawa narzuca co najmniej 14-dniowy okres na wypowiedzenie umowy za usługę. Ale już w 1 punkcie 10 paragrafu regulamin mówi, że „użytkownik może rozwiązać umowę w każdym czasie”.

Jest jeszcze wiele innych punktów, w których regulamin rozjeżdża się z ustawą konsumencką. Z serwisu TanieAukcje.com mogą korzystać jako sprzedający i osoby prywatne, i przedsiębiorstwa. Pod ustawę podlegają ci drudzy, więc jeśli pod tym kątem rozpatrywać regulamin, to jest w nim wiele niezgodnych z przepisami zasad. Kilka przykładów:

  • Według regulaminu sprzedawca nie ponosi odpowiedzialności za uszkodzenia towaru podczas przesyłki. Według ustawy ponosi - jeśli kupujący zgodził się na sposób wysyłki zaproponowany przez sprzedającego (a nie wybrał na przykład własnego kuriera).
  • Według regulaminu kupujący może zwrócić towar w ciągu 14 dni, ale nie może on nosić śladów używania. Według ustawy towar może nosić takie ślady, ale wtedy kupujący pokrywa koszty tzw. amortyzacji, czyli stopnia uszkodzenia sprzętu.
  • Według regulaminu kupujący traci prawo do rękojmi, jeśli w ciągu dwóch miesięcy nie poinformuje sprzedawcy, że towar jest wadliwy. Według ustawy kupujący ma na to dwa lata.

Regulaminy nie mogą określać zasad gorszych dla konsumenta, niż te zapisane w ustawie. A tak jest w przypadku TanieAukcje.com. Przykłady można by jeszcze wymieniać, ale nie ma potrzeby: po prostu z tym serwisem nie warto mieć do czynienia.

Tagi: Przekręty
14:29, eprzekret
Link Komentarze (1) »
wtorek, 20 stycznia 2015

Plikostrada w sądzie? Nie sądzę

Ten serwis to chyba rekordzista - na temat żadnego innego nie dostałem od Was tyle maili i wiadomości na Facebooku. Pytacie, czy płacić, czy ignorować, czy można za to trafić do sądu itd. itp. Konsekwentnie powtarzałem: nie płacić, olać.

I teraz moje słowa potwierdza rzecznik lubelskiego sądu okręgowego. To tam mieści się e-sąd, którym tak Plikostrada straszyła. Zapytałem pana sędziego Artura Ozimka, czy rzeczywiście firma Smart Tech Connect, która jest właścicielem Plikostrady, coś wojuje w Lublinie. Oto jego odpowiedź: - W VI Wydziale Cywilnym (e-sądzie) Sądu Rejonowego Lublin - Zachód w systemie nie zarejestrowano pozwów złożonych przez spółkę Smart Tech Connect Ltd. Co oczywiście nie oznacza, że w.w. firma takich pozwów (w formie papierowej) nie wnosiła do sądów na terenie Polski.

Myślę, że to ostatecznie rozwiewa wszelkie wątpliwości ;-)

 

12:37, eprzekret
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 11 grudnia 2014
środa, 10 grudnia 2014

z12591982Q,Facebook

Jeden z naszych czytelników padł ofiarą wyjątkowo bezczelnego oszusta. Po włamaniu na Facebooka złodziej namawiał jego znajomych do przelania pieniędzy na swoje konto.

Pan Tomasz spokojnie leżał sobie w łóżku przed telewizorem, gdy zadzwonił do niego znajomy. Zapytał się, czy pieniądze może przelać nie teraz, a nazajutrz. - W ten sposób dowiedziałem się, że właśnie piszę z tym kolegą na Facebooku i proszę go o pożyczkę. Włączyłem szybko komputer, próbowałem zalogować się na Facebooka, ale ktoś zmienił mi hasło - opowiada nasz czytelnik. I dodaje, że gdy zmienił hasło na nowe i w końcu się zalogował, zobaczył, że rzeczywiście ktoś z jego konta prowadzi właśnie rozmowy z jego znajomymi.

Wiadomość, jaką oszust wysyłał na czacie miała prosty przekaz: „słuchaj, potrzebuje zrobić pilnie jak najszybciej przelew 510 zł!! dał byś rade a ja ci max jutro z samego rana oddam 650 za przysługę bo to pilne na teraz a nie mogę tego przelewu zrobić bo nie pamiętam hasła do konta!! a muszę to już zrobić! dosłownie jutro rano około 10 oddaje bo wtedy będę w banku”. Pan Michał w trakcie rozmowy oszusta postawił w tym samym okienku czata znak zapytania - to oszusta spłoszyło. Zaraz po tym szybko zaczął dzwonić po znajomych, by uprzedzić, że o żadne pieniądze nie prosił.

Niestety, dwie osoby dały się nabrać. Gdyby nie telefon od kolegi, oszust mógłby zebrać większe żniwo - i tak na koncie pana Tomasza grasował przez godzinę.

Jak doszło do włamania? Nasz czytelnik ma jedną hipotezę - na Facebooku nieopatrznie kliknął w wiadomość o dezodorancie powodującym dziury w skórze. Był to scam wyłudzający dane i rozsyłający trojana - stąd oszust mógł mieć dostęp do hasła. Tego typu wiadomości to plaga na Facebooku - przestrzegamy w Wyborczej przed nimi regularnie ;-)

Sprawa trafiła już na policję. Konta bankowe, na które oszust prosił o przelew, były trzy - na różne nazwiska. To prawdopodobnie konta-słupy. Z kolei numer IP, z którego pisał do znajomych pana Tomasza kieruje do internetu mobilnego - zapewne leży on już gdzieś na śmietniku. Tego sposobu używają czasem także oszuści na Allegro.

 

Tagi: Przekręty
17:22, eprzekret
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 01 grudnia 2014
z10013871Q,Panstwowa-Inspekcja-Pracy-w-Warszawie
470 zł za tygodniowe, obowiązkowe szkolenie z BHP - takie telefony dostają osoby, które dopiero co założyły działalność gospodarczą. "To oszustwo!" - ostrzega Główna Inspekcja Pracy.

O procederze powiadomiła nas jedna z czytelniczek, pani Wiktoria. Niedawno założyła jednoosobową działalność w branży spożywczej. - Już dwa razy dzwoniła do mnie pani z Państwowej Inspekcji Pracy i wmawia konieczność odbycia 42-godzinnego szkolenia BHP za 470 zł. Jako przedsiębiorca mam poświęcić tydzień mojego czasu na to szkolenie - oburza się pani Wiktoria. Dodaje, że kobieta przez telefon powołuje się na artykuł 237 Kodeksu Pracy. Mówi on o wypadkach przy pracy i chorobach zawodowych.

Ponieważ firmę prowadzi sama, zapytała, co z jej działalnością w tym czasie i jak to wszystko ma się do ZUS-u. - W odpowiedzi usłyszałam tylko, że nie jestem jedyną, która ma ten problem - opowiada czytelniczka.

Okazuje się, że wszystko to jest zwykłym oszustwem. Wątpliwości pani Wiktorii potwierdza Danuta Rutkowska, rzeczniczka prasowa Głównego Inspekcji Pracy: - PIP nie prowadzi żadnych odpłatnych szkoleń dla pracodawców ani nie wydaje za opłatą certyfikatów ukończeń jakichkolwiek szkoleń czy kursów. PIP w ogóle takich certyfikatów nie wydaje. Państwa czytelniczka miała do czynienia z oszustką!

Rutkowska tłumaczy, że tego typu sygnały dochodziły już do Głównej Inspekcji Pracy. Zwykle zgłaszali je początkujący przedsiębiorcy. Szczególne nasilenie tego procederu widać było około półtora roku temu, ale - jak widać - teraz oszuści znów się uaktywnili. - O takich przypadkach należy powiadamiać organy ścigania. Najlepiej skontaktować się także z okręgowym inspektoratem pracy, by dowiedzieć się, o co chodzi z tym "szkoleniem" - radzi rzeczniczka prasowa GIP.

Kobieta podszywająca się pod pracowniczkę PIP dzwoniła z numeru 505-894-788.
Tagi: Przekręty
18:34, eprzekret
Link Dodaj komentarz »
piątek, 28 listopada 2014

z5984422Q,Sad
Już drugi rok Adrian F. naciąga przedsiębiorców na niby darmowe wpisy do katalogu firm. Na szczęście z jednym z naszych czytelników nie poszło mu tak łatwo i w styczniu spotkają się w sądzie.

Adrian F. swoją działalność ma zarejestrowaną w Świdniku. Przez ponad półtora roku rozsyłał on spam do przedsiębiorców, w którym zachęca do wpisu do swojego katalogu „aktywnych firm 2013 roku”. W mailu zachęcał o dodanie krótkiej informacji na temat swojej firmy, za co będzie „niezmiernie wdzięczny”. Oczywiście nie było żadnej mowy na temat opłat.

Tu Adrian F. po raz pierwszy popełniał błąd - zgodnie z prawem nie można bowiem rozsyłać spamu z ofertą handlową, jeśli nie zgodził się na to odbiorca. Za łamanie tego przepisu grozi grzywna w wysokości do 5 tys. zł.

Niestety nie wszyscy o tym wiedzą. Co więcej, część przedsiębiorców zachęcona szybkim, prostym i w domyśle darmowym wpisem nie widziała powodu, by nie skorzystać z jeszcze jednej okazji do promocji swojej firmy. Więc korzystali, a kłopoty rozpoczynały się po dwóch tygodniach.

Okazuje się bowiem, że w długim regulaminie na stronie katalog-firm2013.pl znajduje się zapis o tym, że owszem, przez siedem pierwszych dni usługa jest bezpłatna, ale potem to się zmienia.

Usługa, dodajmy, pozwalająca na zapisanie swoich danych oraz przejrzenie listy pozostałych firm. Ile taka przyjemność kosztuje? 499 złotych! Oczywiście w dniu rozpoczęcia okresu płatnego, bo potem szybko rozpoczyna się naliczanie odsetek.

Złapał się na to między innymi jeden z naszych czytelników. - Widzę tu mechanizm działania identyczny, jak w przypadku k-biz.pl, które prowadził Krzysztof H. Przeglądając stronę Adriana F. z zasugerowaną bezpłatnością nie znalazłem żadnej konkretnej zakładki o cenach, odpłatnościach czy nazwie “cennik”. Zresztą logicznym jest, że jeśli coś ma być darmowe, to nie pytamy o cenę - opowiada pan Mariusz.

Krzysztof H. - jak pewnie doskonale pamiętacie - stosował identyczny mechanizm - zachęcał do wpisu do rejestru firm, który potem okazywał się płatny. W tamtej sprawie H. usłyszał już zarzuty usiłowania wyłudzenia mienia, a obecnie siedzi w areszcie za jeszcze inne próby oszustwa - związane z serwisem „De Lege Artis”.

- Jak okazało się niebawem, dokonanie wpisu było faktycznym podaniem danych do wypisania faktury na bardzo drogą usługę jakości dalece wątpliwej, ponieważ właściwie nie da się w praktyce określić, czy taka informacja o firmie skutkuje jakimkolwiek zwiększeniu obrotów, czy wzrostu liczby klientów korzystających z moich usług klientów - opowiada pan Mariusz.

Co więcej - po kilku dniach zaczęły do niego dochodzić informacje o tym, że został wpisany do Krajowego Rejestru Długów: - Zadzwoniłem do KRD - tam sprawa była już znana, nie byłem sam. KRD odcięło się od współpracy z Adrianem F.. Powiedzieli, że F. bezprawnie używa ich loga i nikogo nie pytał o zgodę na to.

Niewykluczone, że zarzuty usłyszy także Adrian F. Nasz czytelnik postanowił mu nie odpuszczać. Zgłosił sprawę na policję, ale ta odmówiła wszczęcia śledztwa, bo skoro pan Mariusz nie zapłacił, to przestępstwa nie ma. Później nasz czytelnik dostał od pozew i nakaz zapłaty z e-sądu w Lublinie. Napisał więc odwołanie i teraz z Adrianem F. spotka się w sądzie w Bytomiu. Na styczeń planowana jest pierwsza rozprawa sądowa. Wszyscy, którzy zostali w podobny sposób naciągnięci, powinni zgłosić to na najbliższym komisariacie.

Tagi: Przekręty
11:52, eprzekret
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 24 listopada 2014

Tysiące przedsiębiorców na pewno dostało kiedyś listy z nakazami zapłaty od wszelkiej maści rejestrów gospodarczych. Teraz jest szansa im dokopać.

W Polsce działa kilkanaście firm, które podszywają się pod CEIDG i wysyłają przedsiębiorcom, którzy dopiero co zarejestrowali swoją działalność, listy z nakazami zapłaty.

Są one napisane w taki sposób, by świeżo upieczony przedsiębiorca - nie zawsze jeszcze obeznany z prawem i swoimi obowiązkami - uwierzył, że to pismo urzędowe i koniecznym jest opłatę uiścić. Zwłaszcza, że w pismach tych widnieje wyraźnie - na uregulowanie zaległości jest określony termin (zwykle 7 dni).

List wygląda na przykład tak, jak poniżej. Nadawca - Ogólnopolska Ewidencja Firm i Przedsiębiorstw.

Ogólnopolska Ewidencja Firm i Przedsiębiorstw

Tego typu firm jest więcej. Czytelnik, który zgłosił nam sprawę, w ciągu miesiąca dostał trzy takie listy - każdy z innej firmy. Najpierw, zaledwie osiem dni po uzyskaniu wpisu do CEIDG - czyli jedynego obowiązkowego rejestru firm - państwowego i bezpłatnego - w skrzynce pocztowej zobaczył przesyłkę od Rejestru Działalności Gospodarczych i Firm, który kazał sobie zapłacić 195 zł w ciągu dwóch tygodni. Tydzień później przyszło wezwanie o nakazie zapłaty 192 zł w ciągu tygodnia od Centralnej Ewidencji Działalności Gospodarczych i Firm, zaś pod koniec listopada ujrzał w skrzynce kolejny list - pokazany powyżej na grafice - od OEFIP. Ci ostatni życzyli sobie niecałych 122 zł w nieprzekraczalnym terminie 7 dni od doręczenia przesyłki. W sumie nieświadomy przedsiębiorca straciłby więc ponad 500 zł tylko dlatego, że ktoś podszywa się pod państwowy rejestr firm.

Na szczęście nasz czytelnik jest świadomy i zamiast wypełniać przelew bankowy, wypełnił pismo do prokuratury z zawiadomieniem o podejrzeniu oszustwa. Śledczy mają te same podejrzenia, więc rozpoczęli postępowania.

Zachęcam, by wszyscy, którzy dostali tego typu listy, zgłaszali sprawy na policję. Im więcej pokrzywdzonych, tym śledczy bardziej się zepną i może uda się dorwać tych cwaniaczków.

UWAGA! Mój redakcyjny kolega Artur Kiełbasiński zauważył jedną istotną rzecz, którą potwierdził u prawnika. Dla świętego spokoju dobrze jest na taki list odpowiedzieć. Dlaczego? Wyjaśnia to gdański adwokat Maciej Śledź, którego Artur poprosił o opinię: - Niestety, taka faktura może okazać się prawdziwym problemem dla naszej firmy. Jeśli ją wyrzucimy do kosza i zignorujemy może się okazać, że wystawca faktury skieruje wniosek do e-sądu o zapłatę i może nawet sprawę o zapłatę przegrać. Dlatego sugerowałbym, aby spakować fakturę do koperty, dołączyć grzeczne pismo, że nie życzymy sobie żadnego wpisu i odesłać te dokumenty do nadawcy. To oczywiście jest dodatkowa papierologia, ale dopiero w takiej sytuacji jesteśmy zupełnie bezpieczni.

 

Tagi: Przekręty
15:45, eprzekret
Link Komentarze (6) »
piątek, 21 listopada 2014

Ray-ban-istore.plPonad miesiąc trwa walka pani Moniki ze sklepem Ray-ban-istore.pl, który miał być autoryzowaną placówką słynnej firmy, a okazał się kolejnym internetowym serwisem o wątpliwej reputacji.

Nasza czytelniczka w połowie października zamówiła okulary Ray Ban za 459 zł. Pieniądze przelała na podane w mailu konto. Było ono założone na mężczyzny mieszkającego we francuskim Montpellier, a panią Monikę zaczęły nachodzić wątpliwości. - Poszperałam w internecie i zobaczyłam mnóstwo wpisów: że to nie do końca dobry sklep, że sprzedaje podróbki, że nie przysyła zamówionego towaru. Od razu postanowiłam zrezygnować z zamówienia - opowiada pani Monika.

To niestety nie było takie łatwe. Na stronie sklepu nie ma żadnego numeru telefonu, jest tylko adres mailowy. - Wysłałam około 10 maili z informacją, że rezygnuję i proszę o zwrot pieniędzy. I tak przez dwa tygodnie - mówi czytelniczka. Na żadną z wiadomości nie dostała odpowiedzi, a w międzyczasie dotarła do niej przesyłka z okularami. Kobieta - podejrzewając po ich obejrzeniu, że to podróbka - odesłała je na adres podany na przesyłce. Nie jest to wcale adres z Montpellier, a z podwarszawskiego Radzymina - do zarejestrowanej tam firmy.

Pani Monika mimo ponagleń i informacji, że zgłosi sprawę na policję, do dziś nie otrzymała swoich pieniędzy z powrotem, ani żadnej odpowiedzi na maile. Osób z taką sytuacją, jak ona jest więcej - wystarczy przejrzeć internetowe strony z opiniami klientów.

Przyjrzałem się temu sklepowi. W regulaminie nie ma ani słowa o tym, kto jest jego właścicielem - nie ma podanej nazwy firmy, adresu czy numeru NIP. Podejrzane wydaje się także to, że pieniądze należy wysłać do Francji, a paczka przychodzi (a do niektórych klientów w ogóle nie przychodzi) spod Warszawy. W regulaminie widnieje kilka dziwnie brzmiących zapisów, jak choćby ten, że sklep "nie gwarantuje bezpieczeństwa i precyzji zawartych na stronie internetowej informacji". Można to interpretować w ten sposób: podajemy na stronie oferty okularów z ich parametrami, ale niekoniecznie takie muszą być w rzeczywistości.

Ray-ban-istore.pl reklamuje się też „bezpłatną wysyłką w 24 godziny”, ale w regulaminie mówi już co innego: „czas realizacji zamówienia jest różny w zależności od poszczególnych produktów i wynosi od 48h do 3 tygodni”. Sklep zapewnia też, że jest autoryzowanym dealerem marki Ray-Ban, ale tej informacji nigdzie nie można sprawdzić. Poprosiłem w mailu o przedstawienie potwierdzających to dokumentów oraz o odniesienie się do zarzutów klientów. Żadnej odpowiedzi do tej pory nie dostałem.

 

Tagi: Przekręty
15:29, eprzekret
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 18 listopada 2014

Markowystyl.pl

Miło czytać takie komunikaty, jak ten od krakowskiej policji. Niecałe trzy tygodnie temu ostrzegałem Was przed sklepem Markowystyl.pl, po czym niczym niepokojony wybrałem się na urlop (stąd zaległości w odpisywaniu Wam na maile i wiadomości - wybaczcie). Równie niepokojony wracam, a tu info od krakowskich mundurowych - właściciele sklepu Markowystyl.pl zatrzymani!

Brawo, brawo, brawo! Funkcjonariusze nie czekali miesiącami, aż przekręt rozwinie się do skali Retrobuta, tylko ruszyli się sprzed biurek i bez pardonu zgarnęli dwóch cwaniaczków - 23- i 25-latka. Żeby dzieła dopełnić, należy teraz wyciągnąć od nich wszelką kasę na zadośćuczynienia dla ofiar. A tych jest kilka tysięcy. 

Co ustalili policjanci? To, co ja pod koniec października - że oszuści nie posiadali absolutnie żadnego towaru, a wszystkie transakcje miały na celu oszukanie internautów. Że adres fikcyjnego magazynu prowadził na szczere pole pod Krakowem, a adres firmy do jednego z krakowskich blokowisk.

Co się udało? Policja zabezpieczyła dwa konta bankowe firmy i okazało się, że w ciągu trzech tygodni funkcjonowania pseudosklepu dokonano na nich obrotu na 400 tys. zł. Banki z kolei już zablokowały 175 tys. zł, które mają być przekazane na zadośćuczynienie przyszłym poszkodowanym. Zatrzymani mężczyźni usłyszeli zarzuty oszustwa. Jeden z nich został aresztowany na 3 miesiące, drugi jest pod policyjnym dozorem.

Zostałem oszukany. Co dalej?

Jeśli dwaj mężczyźni przyznają się do winy, proces odbędzie się zaocznie. Jeśli zaś nie, wtedy poszkodowani będą zeznawali na procesie w Krakowie. W tym przypadku zgłoszenie sprawy jest o tyle istotne, że jest szansa na odzyskanie pieniędzy. Jak wspominaliśmy, banki zabezpieczyły już 175 tys. zł na poczet ofiar „sklepu”, a niewykluczone, że uda się zabezpieczyć kolejne środki.

Krakowscy policjanci namawiają, by każdy, kto czuje się pokrzywdzony przez markowystyl.pl, zgłosił swoją sprawę na najbliższym komisariacie, podając wszelkie szczegóły - daty transakcji, kwoty oraz pokazując zachowaną korespondencję mailową ze sklepem. Wszystko to zostanie przesłane do Krakowa.

Co potem? Jeśli mężczyźni przyznają się do winy, proces odbędzie się zaocznie. W innym wypadku poszkodowani będą musieli się stawić w krakowskim sądzie - oczywiście ze zwrotem kosztów podróży.

 

Tagi: Przekręty
11:39, eprzekret
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 30 października 2014

Markowystyl.pl

Od kilku tygodni w sieci istnieje nowy sklep, który do złudzenia przypomina podobne twory oszukujące tysiące internautów. Pierwsi internauci już do mnie piszą, bym przyjrzał się Markowystyl.pl i rzeczywiście mają rację - wszystko wskazuje na to, że to kolejna firma-wydmuszka mająca tylko wypompować z portfeli klientów grubą kasę. Lepiej więc chuchać na zimno i zastanowić się dwa razy przed zakupami w tym sklepie. Poniżej wyjaśniam, dlaczego.

Domenę tę zarejestrowano we wrześniu na krakowski adres, sklep rozpoczął działalność niedługo potem. I nie byłoby w tym nic podejrzanego, gdyby nie szereg podobieństw i podejrzanych deklaracji. Dlatego lepiej być ostrożnym przy zakupach na Markowystyl.pl, by za kilka tygodni (zwłaszcza, że zbliża się gorący, świąteczny okres) nie trzeba było słuchać o kolejnych tysiącach oszukanych internautów.

Fikcyjny magazyn, kłamliwa firma

Właścicielem sklepu Markowystyl.pl jest firma VIP Brand Import&Distribution, która chwali się, że „od lat dostarcza markowe obuwie i odzież do salonów w całej Europie”. To pierwsze kłamstwo - firma założona została zaledwie 16 września tego roku.

Wątpliwości wzbudzają też adresy podane przez sklep. Sama firma jest zarejestrowana przy krakowskiej ul. Różyckiego 4. Problem w tym, że nie jest to biuro czy budynek firmowy, a... blok mieszkalny.

Z kolei magazyn umiejscowiony jest przy ul. Wimmera 49 w Niepołomicach. Taki adres z kolei w ogóle nie istnieje, sama Wimmera to ulica przelotowa kończąca się rondem.

Na podany na stronie sklepu numer biura obsługi klientów nie da się dodzwonić. Nie odpowiada także numer telefonu osoby, na którą firmę zarejestrowano.

Superoferty supermarek

Markowystyl.pl w wielu elementach przypomina też sklepy, które mocno i w nienajlepszy sposób zapadły w pamięć internautom - choćby sławetny już Retrobut.pl.

Na stronie znajduje się mnóstwo ofert obuwia i odzieży w bajecznie niskich cenach. Na przykład Nike Air Max 90 Essential Dark Grey przecenione są z 529 do 179 zł. Converse New As Hi White z 469 do 159 zł. Wszystkie produkty są mocno przecenione. Na ten właśnie zabieg łapali się internauci przy poprzednich sklepach - superoferty sprawiały, że klienci zanim sprawdzili wiarygodność sklepu, już wykonywali transakcje i przelewy, byleby tylko nie stracić świetnej okazji.

W regulaminie Markowystyl.pl tłumaczy, że produkty wysyłane są bezpośrednio przez producenta, czyli na zasadzie tzw. dropshippingu. To także nie brzmi wiarygodnie. Wielkie marki, których produkty rzekomo sprzedaje Markowystyl.pl - Nike, Adidas, Tommy Hilfiger czy Giorgio Armani - nie wysyłają ze swych fabryk towarów do klientów detalicznych. Mają od tego całe sieci swoich sklepów oraz zwykle własne sklepy internetowe. A już na pewno nie wchodzą w taką umowę z firmą, która istnieje od niecałych dwóch miesięcy.

Za sklepem nie może stać byle kto, budżet musi być wysoki. Świadczy o tym fakt, że Markowystyl.pl już reklamuje się na kilku największych portalach internetowych w Polsce. Tak samo działali ludzie stojący za Retrobut.pl czy za Vip-Republic.pl - bazując na wiarygodności portali, ściągali stamtąd klientów przez duże reklamy, a potem oszukiwali.

O Mateuszu G. i Rafale K. stojących za Retrobut.pl opowiadałem jakiś czas temu w świetnym reportażu na antenach TTV ("Blisko ludzi") i TVN24 ("Dzień po dniu"). Zapraszam do oglądania, wystarczy kliknąć w poniższy obrazek.

retrobut jakub wątor

Tagi: Przekręty
14:20, eprzekret
Link Dodaj komentarz »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 11